101,4 MHz

90,4 MHz Kielce | 100,0 MHz Włoszczowa

dabplus10D

215,072 MHz

Zadzwoń do nas! Telefony antenowe
41 200 20 20 / 41 200 20 00
NA ANTENIE

 

TERAZ GRAMY

Posłuchaj online

Historia najstarszego mieszkańca Świętokrzyskiego. Wracając do domu pokonał pieszo 600 kilometrów NOWE

Data publikacji: 06.04.2019 17:00
Kategoria: Wiadomości
Komentarze

Leon Kaleta
Sobowice / Fot. Sebastian Przybyłowcz / Radio Kielce

Jest najbardziej znaną i najbardziej szanowaną osobą w Sobowicach. Pokonał piechotą 600 kilometrów, by wrócić w czasie wojny do rodzinnej wsi. To niewielka osada w gminie Imielno w powiecie jędrzejowskim. Mieszka tutaj kilkaset osób, a wśród nich Leon Kaleta, obecnie najstarszy mieszkaniec województwa świętokrzyskiego. Pan Leon niedawno świętował swoje 107. urodziny.

Urodził się właśnie tu - w Sobowicach, 1 lutego 1912 roku. We wsi stoi budynek z czerwonej cegły, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku wybudował własnymi rękoma. W sąsiadującym z budynkiem gospodarstwie znajdują się jeszcze stare zabudowania, gdzie Leon Kaleta przyszedł na świat, wychował i żyje do dziś.

Drzwi ceglanego budynku otwiera Beata Miernicka, żona Mirosława Miernickiego, jednego z wnuków Leona Kalety. Przed panią Beatę wychodzi, wprawdzie podpierając się kijem, ale jak na swój wiek rześkim krokiem pan Leon i wyciąga rękę na przywitanie. Jak twierdzi, swoją dobrą formę zawdzięcza codziennym spacerom i zajęciom w gospodarstwie. Hoduje między innymi kury, których sam dogląda. Starszy pan zaprasza do środka, częstuje herbatą i zaczyna opowiadać.

- Tu w Sobowicach uczęszczałem do szkoły, która powstała w byle jakim prywatnym domu. Było troje nauczycieli. Uczyli jednocześnie trzy klasy, a było to w 1919 roku, jakiem miał siedem lat. Potem za jakieś trzy, cztery lata szkoła się powiększyła i było już siedem klas.

Pan Leon jest synem rolnika i już w młodym wieku pomagał ojcu w pracy na gospodarstwie. Gdy miał 18 lat, założył koło młodzieży WICI, a w wieku 21 włączył się w działalność Spółdzielni "Społem". W ramach gminnych organizacji spółdzielczych otworzył wraz z kolegami sklep w Sobowicach.

- Potem musiałem odbyć obowiązkową służbę wojskową - najpierw w Jarosławiu, a potem na granicy z Rumunią między Tarnopolem a Zaleszczykami. W wojsku skończyłem kurs łączności i nauczyłem się biegle posługiwać alfabetem Morse'a. Jeszcze do dzisiaj pamiętam historię - 60 liter na minutę żem odbierał.

Kiedy wybuchła wojna Leon Kaleta walczył w szeregach 154. Rezerwowego Pułku Piechoty. Wojna obronna zapędziła go, aż do miasta Zaleszczyki położonego na granicy z Rumunią. Stąd, aby wrócić do swojej rodzinnej wsi, musiał pokonać - w większości pieszo - ponad 600 kilometrów.

- Pamiętam przez Wisłę przewoził nas taki, nazywał się Rumny, taki przewoźnik. Takim wielkim galerem nas przewoził, a potem pomału Busko, Pińczów i Sobowice. Po powrocie pomagałem ojcu w gospodarstwie i wstąpiłem do Batalionów Chłopskich. Bylimy taką organizacją, która pilnowała porządku. Chroniła okoliczną ludność przed rabusiami - wspomina mężczyzna.

Po wojnie Leon Kaleta bardzo mocno zaangażował się w działania na rzecz swojej rodzinnej miejscowości. Między innymi był współzałożycielem komitetu, który doprowadził do zelektryfikowania Sobowic.

- Dzięki moim działaniom wybudowano w powiecie pierwszą szkołę tysiąclecia, zbudowano most na Nidzie, osuszono okoliczne łąki i wybudowano drogę oraz Dom Strażaka. Nie miałem czasu nawet w niedzielę odpocząć, wciąż były jakieś zebrania, spotkania. Wszystkie akcje społeczne przechodziły przez moje ręce i nie pytali się czy mnie się to opłaci, czy nie. Tylko, żeby było. No tak było!

Pan Leon Kaleta ma pięć córek, dziesięcioro wnucząt, dwadzieścioro prawnucząt oraz dwóch praprawnuków. W 2015 roku został mianowany na stopień porucznika, a w roku ubiegłym otrzymał stopień kapitana.

Wywiad z Leonem Kaletą [POSŁUCHAJ]


 

Autor: Sebastian Przybyłowicz

Skomentuj ten wpis
Polub wiadomość
Reklama

Wszelkie prawa zastrzeżone. Polskie Radio Kielce SA 1952 - 2019 / Realizacja: dimax design & kita solution