Miś Dziedzio i hiphopotam kontra Animatus w walce o szczęście dzieci

Data publikacji: 08.03.2020 10:35
Autor: Dorota Klusek / Kategoria: Kultura
„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.

„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.
Fot. TLiA „Kubuś”

Pełna zwrotów walka między tradycyjnymi zabawkami a grami wirtualnymi, czyli ważny temat wychowania dzieci we współczesnym świecie, poruszony w sposób zabawny i dynamiczny. Taka jest najnowsza propozycja Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach.

Przedstawienie stworzył Michał Walczak. Dramatopisarz, reżyser i scenarzysta, autor kilkudziesięciu sztuk dla dzieci i dorosłych, które były tłumaczone na wiele języków i wystawiane między innymi w Nowym Jorku, Buenos Aires, Londynie, Paryżu, Pradze czy Moskwie.

„Noc żywych zabawek” była inspirowana Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach oraz historią zabawkarstwa w naszym regionie. Dlatego też Kielce zostały nazwane „stolicą polskiego zabawkarstwa”. Tu mieszka rodzina Bałamuckich, która od wielu pokoleń zajmuje się wymyślaniem zabawek, czyli bałamuci innych do zabawy. Na czele familii stoi Henryk Izydor Bałamucki   zabawkolog, dyrektor muzeum (w tej roli Andrzej Kuba Sielski). Jego dzieło kontynuują syn Konrad Bałamucki (Michał Olszewski) z żoną Ireną (Jolanta Kęćko). Natomiast ich dziecko   10-letni Miłosz (Anna Domalewska), marzy o czymś zupełnie innym. Ma talent do programowania i nie chce dostać kolejnego pluszaka, tylko komputer, laptop, tablet…, cokolwiek, co mogłoby go przenieść do wirtualnego świata. Kiedy na gwiazdkę nie otrzymuje upragnionego prezentu, ucieka z domu.

„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.Fot. TLiA „Kubuś”

Jak na horror przystało, a przecież do niego nawiązuje tytuł spektaklu, nie brakuje groźnych sytuacji, jak chociażby scena, kiedy Miłosz zamknięty w muzeum zostaje otoczony przez żywe zabawki. Mamy też złego i groźnego bohatera, jakim jest Animatus (przekonująco gra go Błażej Twarowski), który chce zawładnąć umysłami dzieci, oferując im gry komputerowe. Wśród najmłodszych szerzy się tajemnicza choroba, zwana pikselozą.

Ale mali widzowie nie mają czasu się bać, bo spektakl obfituje w zabawne sytuacje. I nawet groźny Muchodron, zwany Errorem, twór świata Animatusa, zyskuje sympatię widzów, wywołując śmiech.

Dynamiczna akcja, zmieniające się sceny nie pozwalają publiczności się nudzić, ale też nie przytłaczają i nie wiadomo, kiedy mija spektakl, który trwa ponad godzinę.

W tym tempie nie gubią się aktorzy. A są to: Anna Domalewska, Jolanta Kęćko, Ewa Lubacz, Małgorzata Sielska, Michał Olszewski, Andrzej Kuba Sielski i Błażej Twarowski. Cały zespół pracuje na wysokich obrotach, grając nie tyko swoich bohaterów, ale też ożywiając zabawki. Z tego grona najbardziej wyraziste postaci to miś Dziedzio, który jest kopią pluszowego niedźwiadka z Muzeum Zabawek i Zabawy, który przetrwał czas II wojny światowe, imponujących rozmiarów XIX-wieczna lalka bawarska, którą gra Małgorzata Sielska, czy rozśpiewany, rapujący Hiphopotam (Ewa Lubacz)   część zestawu pod nazwą „podwórko domowe”.

„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.Fot. TLiA „Kubuś”

Piosenek nie brakuje. Nie tylko tych rapowanych. Zresztą muzyka autorstwa Andrzeja Izdebskiego zasługuje na uwagę. Warta podkreślania są także kostiumy i scenografia, które stworzyła Agnieszka Zdonek. Dzięki niej na scenie możemy odnaleźć zabawki znane z ekspozycji w Muzeum Zabawek i Zabawy, choć w nieco większej skali. Jej dziełem są też między innymi sympatyczny oczyszczacz powietrza Ekobałwanka, starożytna mumia homo ludensa, czy wspomniany Muchodron.

Świat zabawek jest miękki, przyjazny, kolorowy. Z nim rywalizuje szary, zimny świat gier wirtualnych, a w tę cyfrową rzeczywistość widzów zabierają multimedialne projekcje, które przygotował Przemysław Żmiejko.

Ogromnym walorem całego przedstawienia jest sam tekst. Michał Walczak potrafił pokazać w nim wiele problemów współczesnego świata. Autor dotknął zagubienia dzisiejszych dzieci między dzieciństwem a dorosłością, pokazał ich samotność, wskazał niebezpieczeństwa wynikające z przebywania w wirtualnym świecie. Przedstawił też konflikt pokoleń, brak porozumienia między rodzicami i dziećmi, ale również problemy mam i ojców ze znalezieniem czasu dla swoich pociech.

„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.Fot. TLiA „Kubuś”

Tych wątków pojawia się wiele, ale sprawne pióro Michała Walczaka i realizacja sceniczna sprawiają, że widz nie czuje się tym wszystkim przytłoczony. Co więcej, autor co chwila puszcza oko do publiczności, także tej dorosłej. W spektaklu znalazło się wiele elementów „świętokrzyskich”. Nie tylko wspomniane Muzeum Zabawek i Zabawy i tradycje z nim związane, ale jest Dąb Bartek, krzemień pasiasty, którym wedle przekazów rodziny Bałamuckich, ich praprzodkowie rozpalali ognisko, znany majonez, a trener personalny nieprzypadkowo nazywa się Łysa Góra. Starsi widzowie zrozumieją o co chodzi z maseczkami antysmogowymi czy dwuznacznie tu pokazanym wirusem z Chin.

Walka zabawek i Bałamuckich z Animatusem ma szczęśliwy finał. Miłosz wraca na łono rodziny, ale pojawia się komentarz, że wielu dzieciom to się nie udało. Spektakl kończy się zachętą do zabawy. Odnaleziona mumia homo ludensa, co w tłumaczeniu z łaciny oznacza człowieka bawiącego się, niesie ze sobą takie właśnie przesłanie.

Widzowie, którzy wychodzili ze spektaklu nie kryli, że spektakl im się podobał. W tym gronie był Maciej Obara, wieloletni dyrektor Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach.

- Doskonałe przedstawienie. Cieszę się, że autor zainspirował się naszym muzeum. To jest naprawdę zgrabnie napisane, mamy tutaj wielowymiarowe parabole, że na tę sztukę można przyjść wiele razy, za każdym dobrze się bawić i pomyśleć - powiedział.

„Noc żywych zabawek” - spektakl Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”.Fot. TLiA „Kubuś”

Julka i Antosia mają po 14 lat. Także wystawiły sztuce wysokie noty.

- Było super, ja to odebrałam jako spektakl o zabawkach, które zostały zapomniane, bo teraz, w XXI wieku dzieci raczej wolą komputery i telefony, a ten spektakl pokazuje, że warto czasami wrócić do tego, co było. Bardzo mi się podobało - mówiły.

Wielu rodziców podkreślało, że spektakl porusza bardzo aktualny temat:

- To był spektakl o współczesnych dzieciach, uzależnionych od komputera i gier. Mam starszego syna, który bardzo dużo gra, więc bardzo się wczułam   przyznała jedna z mam.

To kolejne przedstawienie po „Pod adresem marzeń”, które jest inspirowane prawdziwym miejscem w Kielcach. Sztuka opowiadająca dzieje kamienicy przy ulicy Dużej 7, w której mieści się teatr „Kubuś”, w ciągu roku od premiery zebrał wiele nagród. Miejmy nadzieję, że „Noc żywych zabawek” powtórzy ten sukces. Ma potencjał.

„Noc żywych zabawek” można zobaczyć dziś (niedziela 8 marca) o godzinie 11, oraz w tygodniu od wtorku, 10 marca do piątku, 13 marca o godzinie 9 i 11.

Reklama