Mieszkańcy odcięci od świata. Do pracy chodzą pieszo… 20 km

Data publikacji: 29.03.2020 08:01
Autor: Grażyna Szlęzak-Wójcik / Kategoria: Wiadomości z regionu
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne
Fot. mapio.net

Mieszkańcy Sokolnik i kilku sąsiednich miejscowości w powiecie tarnobrzeskim od kilu dni są odcięci od świata. Nie funkcjonuje tam publiczna komunikacja. Z powodu epidemii jedyny prywatny przewoźnik zawiesił kursy, ludzie nie mają jak dostać się do pracy w Tarnobrzegu.

Wielu mieszkańców wiosek z gminy Gorzyce pracuje w Szpitalu Wojewódzkim w Tarnobrzegu oraz w tamtejszym hospicjum. Od wielu lat PKS nie realizuje połączeń pomiędzy Tarnobrzegiem a Gorzycami, Zalesiem Gorzyckim, Trześnią, Sokolnikami, Orliskami, Furmanami i Porębami Furmańskimi.

Nie z prośbą, a wręcz błaganiem o pomoc w rozwiązaniu problemu z dojazdem do pracy w czasie epidemii zgłosił się do Radia Kielce jeden z mieszkańców Sokolnik, który, podobnie jak jego żona, kiedy przestały jeździć busy, chodzi do pracy w Tarnobrzegu pieszo 20 kilometrów w jedną stronę, co zajmuje około 5 godzin. Jazda rowerem trwa półtorej godziny. Po pieszej lub rowerowej trasie oboje małżonkowie są w pracy w hospicjum przez 12 godzin, a potem powrót do domu, w ten sam sposób. Jeśli nasz słuchacz pracuje z żoną na różne zmiany, to ich 9-letnie dziecko przez 5 godzin musi zostawać w domu samo.

- Jest we mnie coraz większa gorycz, zwłaszcza, że o tym problemie informowałem wszelkie możliwe władze na każdym szczeblu już dawno, jeszcze wtedy, kiedy można było spokojnie wszystko przygotować. Nikt mnie wówczas nie chciał słuchać. A teraz jesteśmy tutaj, bez czyjejkolwiek pomocy. Czy to normalne, że na służbę, do pracy w szpitalu czy w hospicjum musimy chodzić w takim czasie epidemicznym pieszo 20 km w jedną i 20 km w drugą stronę, a miejscowej władzy to nie obchodzi? Rachunek za takie podejście może być straszny. Wygląda to tak, że my narażamy życie swoje i naszych rodzin, aby ratować życie innych ludzi, a miejscowe  władze, również wojewódzkie i państwowe, zrzuciły z siebie jakąkolwiek odpowiedzialność za tych, za których są przecież jako władza odpowiedzialni - napisał  nasz słuchacz.

Wcześniej podejmował interwencje m.in. w  Starostwie Powiatowym w Tarnobrzegu, Urzędzie Gminy w Gorzycach, w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim, w lokalnych i regionalnych mediach, z których żadne nie podjęły tematu. W piątek 27 marca mieszkaniec Sokolnik otrzymał odpowiedź na swoje pismo od Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, w którym napisano, że wojewoda podkarpacki w obecnym stanie prawnym nie dysponuje narzędziami, które umożliwiły wyegzekwowanie od prywatnego przewoźnika uruchomienia konkretnych kursów czy też wygospodarowania środków na kursy interwencyjne w okresie epidemii koronawirusa.

Wójt gminy Gorzyce Leszek Surdy po naszej interwencji zapewnił, że spróbuje pomóc mieszkańcowi, choć, jak stwierdził, jest to przypadek indywidualny, ponieważ inni mieszkańcy pracujący w Tarnobrzegu a jeżdżący wcześniej publicznym transportem, po jego zawieszeniu w jakiś sposób organizują sobie teraz dowozy. Dodał, że gmina nie ma możliwości prawnych, aby indywidualnie organizować mieszkańcowi dojazd do pracy, ale postara się rozwiązać ten problem w ramach pomocy sąsiedzkiej.

Wójt zaangażował sołtysa i dwóch radnych gminnych, którzy mają porozmawiać z mieszkańcami jeżdżącymi do pracy w Tarnobrzegu o możliwości zabrania ze sobą pasażera.

Jak informuje nasz słuchacz z Sokolnik - w soboty, niedziele i święta - na trasie z Gorzyc do Tarnobrzega prawie w ogóle nie ma publicznego transportu. Do tego wątku interwencji wrócimy po ustaniu epidemii koronawirusa.

adv adv
Wiadomości
Reklama