Penderecki tworzył kulturę muzyczną; skończyła się epoka

Data publikacji: 29.03.2020 11:24 / Data aktualizacji: 29.03.2020 14:15
Autor: Dorota Klusek / Kategoria: Wiadomości z regionu /Źródło: PAP, IAR
Artur Jaroń, dyrektor Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Kielcach, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego imienia Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju oraz Krzysztof Penderecki

Artur Jaroń, dyrektor Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Kielcach, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego imienia Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju oraz Krzysztof Penderecki
Fot. Dorota Klusek / Radio Kielce

„Kończy się epoka wielkiej muzyki polskiej”; „Nikt inny, jak prof. Penderecki, nie promował Polski na świecie”; „Polska kultura poniosła dziś wielką i niepowetowaną stratę”; „Odchodzi jedna z największych postaci naszego życia muzycznego” - tak o śmierci Krzysztofa Pendereckiego mówią muzycy.

- Wielka, niepowetowana strata, którą ciężko będzie wypełnić - mówi Artur Jaroń, dyrektor Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Kielcach, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego imienia Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju.

Artur Jaroń wspomina, że po raz pierwszy maestro przyjechał do Buska w 1999 roku i potem wracał wielokrotnie goszcząc na ważnych jubileuszach festiwalu.

- Krzysztofa Pendereckiego miałem okazję pierwszy raz gościć w Busku-Zdroju w 1999 roku, na piątym festiwalu. Był wówczas gościem specjalnym. Odbyło się wtedy z nim takie cudownie spotkanie. Później wielokrotnie do nas przyjeżdżał, dyrygując między innymi Orkiestrą Sinfonia Varsovia, Chórem Polskiego Radia, czy wielokrotnie Sinfoniettą Cracovia. Warto wspomnieć taki szczególny koncert, który się odbył, kiedy kościół świętego Brata Alberta w Busku był jeszcze wypełniony lasem rusztowań sosnowych i w tych rusztowaniach. Inaugurowaliśmy wówczas X festiwal. Maestro Krzysztof Penderecki otworzył go właśnie z Sinfoniettą Cracovia. Wówczas solistą był Tomasz Strahl - mówi Artur Jaroń.

Dyrektor artystyczny buskiego festiwalu mówi, że każda wizyta Krzysztofa Pendereckiego była wielkim wydarzeniem.

- Myślę, że jego obecność i życzliwość dla, bądź co bądź, małej miejscowości jaką w skali światowej jest Busko-Zdrój, nobilitowała to ambitne społeczeństwo i nagradzała trudy organizatorów, by poziom festiwalu był godny przyjmowania największych ludzi muzyki na świecie - podkreślił.

Artur Jaroń zwrócił też uwagę, że Szkoła Muzyczna I stopnia w Busku-Zdroju nosi imię profesora. - Miło było obserwować więzi młodzieży z kompozytorem podczas jego wizyt - zauważył.

Dyrektor przyznał, że symptomy choroby Krzysztofa Pendereckiego były już widoczne podczas ubiegłorocznej wizyty z Busku, kiedy odbierał honorowe obywatelstwo tego miasta.

- Bałem się, że to może być nasze ostatnie spotkanie i tak się niestety stało. Wielka, niepowetowana strata, którą ciężko będzie wypełnić, ponieważ nikt inny, jak profesor Penderecki nie promował Polski na całym świecie. Lepszego ambasadora od czasów Paderewskiego chyba nie mieliśmy - podkreślił Artur Jaroń.

 

JACEK ROGALA: ODCHODZI JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH POSTACI NASZEGO ŻYCIA MUZYCZNEGO

- Odchodzi jedna z największych postaci naszego życia muzycznego - tak o śmierci Krzysztofa Pendereckiego mówi Jacek Rogala, dyrektor Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach.

Szef kieleckiej filharmonii przyznał, że nie było tajemnicą, iż profesor choruje, ale mimo to wieść o jego śmierci jest bolesna i zaskakująca. Podkreślił, że Krzysztof Penderecki był nie tylko światowej sławy artystą, ale też wspaniałym człowiekiem.

- To wielki kompozytor, o czym dobrze wiemy. Do historii muzyki przeszedł już swoimi wczesnymi dziełami, chociażby „Pasją według świętego Łukasza” z 1966 roku. Ale odszedł też przemiły, fantastyczny człowiek, bardzo ciepły, bardzo serdeczny, otwarty na innych. Człowiek, który bardzo pomagał innym artystom, a robił to nie tylko dlatego, że był pedagogiem, ale po prostu czuł, że taka jest powinność osoby o jego pozycji - zaznaczył.

Jacek Rogala wspomniał również wielkie dzieło profesora, jakim było Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego - narodowa instytucja kultury w Lusławicach w województwie małopolskim, której misją jest rozwijanie talentów muzycznych najzdolniejszych młodych instrumentalistów, wokalistów oraz dyrygentów z całego świata poprzez tak zwane kursy mistrzowskie.

- Jest to właśnie miejsce adresowane do młodych ludzi, którzy tam się będą kształcić. To centrum działa już od paru lat. Myślę, że to będzie, obok muzyki, miejsce jego pamięci, gdzie jego osoba będzie żyła - powiedział dyrektor Filharmonii Świętokrzyskiej.

 

PAWEŁ KOREPTA: KOŃCZY SIĘ EPOKA WIELKIEJ MUZYKI POLSKIEJ

- Z wielkim smutkiem i żalem usłyszeliśmy, że Krzysztof Penderecki nie żyje. Dla mnie kończy się epoka wielkiej muzyki polskiej. Podobnie jak w 1750 roku w związku ze śmiercią Jana Sebastiana Bacha skończył się barok, tak dziś wśród nas, dla muzyków, pojawia się pytanie: co będzie dalej? Jaka dalej będzie polska muzyka? - mówi Paweł Korepta, wicedyrektor Szkoły Muzycznej I stopnia imienia Krzysztofa Pendereckiego w Busku-Zdroju.

Wicedyrektor kilka razy uczestniczył w spotkaniach z profesorem, ale jedno było szczególne, 28 czerwca 2014 roku, kiedy Szkoła Muzyczna w Busku-Zdroju przyjęła imię Krzysztofa Pendereckiego.

- Profesor przyjechał na tę uroczystość, wygłosił przemówienie i zachęcał nas do uczenia muzyki Bacha - wspominał. - Kiedy tylko mogliśmy, uczestniczyliśmy w koncertach naszego patrona - dodał.

Paweł Korepta podkreślił, że Krzysztof Penderecki lubił kontakt z młodymi ludźmi.

- Uwielbiał młodzież, czego wyrazem było Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Nasi uczniowie kilka razy brali udział organizowanych tam warsztatach, mieliśmy okazję zwiedzić dworek Krzysztofa Pendereckiego, a pani Elżbieta przygotowała nawet pączki dla naszych uczniów, więc to były takie serdeczne relacje między szkołą w Busku, a rodziną Pendereckich - mówił.

ZYGMUNT KRAUZE: KRZYSZTOF PENDERECKI BYŁ W AWANGARDZIE

- Penderecki był autentycznym, wybitnym polskim kompozytorem. Był to człowiek lojalny, o ogromnym talencie, który w sposób nadzwyczajny potrafił stworzyć utwory do dzisiaj ważne, które będą istotne nadal - powiedział na wieść o śmierci Krzysztofa Pendereckiego kompozytor i pianista Zygmunt Krauze. - Znałem Krzysztofa Pendereckiego od wczesnych lat sześćdziesiątych. Był to człowiek lojalny, o ogromnym talencie, który w sposób nadzwyczajny potrafił stworzyć utwory do dzisiaj ważne, które będą istotne nadal - ocenił Krauze. - Brak mi słów. Jest to niesamowicie przykra wiadomość - dodał.

Krauze zwrócił uwagę, że w twórczości Krzysztofa Pendereckiego daje się wyodrębnić „dwa główne nurty”. - Jeden z nich - to jest nurt awangardowy, którym torował wówczas nową drogę dla całej muzyki europejskiej - podkreślił kompozytor.

- A później zainicjował też nowy kierunek, który zwrócił tę awangardę w stronę bardziej uduchowioną - w kierunku związanym z religią chrześcijańską. I ten nurt w sposób twórczy, we wspaniałej formie reprezentował. Miał wielu, wielu naśladowców - wyjaśnił Krauze.

- W obu kierunkach był Penderecki w awangardzie. To znaczy, że był odkrywcą, a jednocześnie w swoich utworach ukazywał mnóstwo swojego kolorytu, swojego osobistego przeżycia - podkreślił.

Według Krauzego „Penderecki był autentycznym, wybitnym polskim kompozytorem”. - Bardzo mi jest przykro z powodu tej okropnej wiadomości - zapewnił.

 

PIOTR GLIŃSKI: CZERPIĄC Z BOGATEGO DZIEDZICTWA POLSKIEJ KULTURY NADAWAŁ JEJ WYMIAR UNIWERSALNY

- Polska kultura poniosła dziś wielką i niepowetowaną stratę. Po długiej chorobie odszedł Maestro Krzysztof Penderecki - najwybitniejszy polski kompozytor współczesny, którego muzyki słuchano od Japonii po Stany Zjednoczone - napisał w niedzielę na Twitterze wicepremier, minister kultury Piotr Gliński na wieść o śmierci Krzysztofa Pendereckiego. Podkreślił, że kompozytor „czerpiąc z bogatego dziedzictwa polskiej kultury nadawał jej wymiar uniwersalny”. - Ciepły i dobry człowiek. Jego Bliskim składam serdeczne kondolencje - dodał szef resortu kultury.

 

ANTONI WIT: KRZYSZTOF PENDERECKI BYŁ WYBITNYM KOMPOZYTOREM I UROCZYM CZŁOWIEKIEM

- Krzysztof Penderecki poza tym, że był wybitnym kompozytorem, który wywarł wpływ na muzykę całego świata, był też uroczym człowiekiem - powiedział dyrygent, wieloletni dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej i NOSPR Antoni Wit.

- Śmierć Krzysztofa Pendereckiego to bardzo smutne i znaczące wydarzenie, bo przecież od ponad 60 lat był on czołową postacią w polskim życiu muzycznym, a później też w światowym - powiedział Antoni Wit.

Według Wita, wspaniała twórczość Pendereckiego - począwszy od pierwszych awangardowych utworów jak „Tren - Ofiarom Hiroszimy”, „Polymorphia”, przez późniejszy zwrot stylistyczny - symfonie, koncerty, opery - była przyjmowana z entuzjazmem w całym świecie. Przypomniał, że kompozytor „równocześnie od lat 70. prowadził też działalność dyrygencką i był dyrygentem wybitnym”.

- Jego interpretacje utworów np. Sibeliusa, Szostakowicza były bardzo znaczące - ocenił.

- Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem być w latach 60. przez dwa lata jego uczniem i z tego czasu zachowam bardzo znaczące wspomnienie, bo poza tym, że Penderecki był tak wybitnym kompozytorem, który wywarł wpływ na muzykę całego świata, był uroczym człowiekiem - opowiadał. - Miał wspaniałe poczucie humoru, bardzo umiejętną ocenę istniejącej rzeczywistości. Był człowiekiem wszechstronnym, o wielu zainteresowaniach pozamuzycznych - mówił. Wspomniał o Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. - To wszystko sprawia że była to postać renesansowa - powiedział. - Będzie nam go niezwykle brakowało, chociaż trzeba powiedzieć, że jego twórczość, która już przetrwała bardzo różne zmienne epoki, będzie bardzo długo jaśnieć na firmamencie - dodał.

 

ZAWODZIŃSKI: PENDERECKI NIGDY NIE DAWAŁ GOTOWYCH RECEPT, JAK WYSTAWIĆ JEGO UTWÓR

- Penderecki nigdy nie dawał gotowych recept, jak się powinno wystawić jego utwór. Raczej inspirował i dodawał skrzydeł - powiedział reżyser i scenograf, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru im. S. Jaracza w Łodzi Waldemar Zawodziński.

- Jestem bardzo zaskoczony tą przykrą wiadomością - powiedział Zawodziński, który w 2008 r. wystawił „Raj utracony” w Operze Wrocławskiej, a w 2016 r. inscenizował „Ubu Króla” w Operze Śląskiej w Bytomiu.

- Przy pierwszej realizacji „Raju utraconego” we Wrocławiu Penderecki mnie nie znał, miał prawo mnie nie znać, ale była w nim duża wiara, że sobie świetnie z tym poradzę. Podtrzymywał we mnie to przekonanie i mam wrażenie, że to najcenniejsze moje doświadczenie w kontaktach z Mistrzem - wspominał reżyser.

- Był fantastycznym rozmówcą. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę, w której Mistrz, wydawało się, unika rozmowy na temat samego dzieła, a jednocześnie z całej konwersacji wyniosłem mnóstwo wskazówek, jak myśleć o jego „Raju utraconym” - podkreślił Zawodziński. - To cenne, bo on nie pouczał, nie dawał wskazówek wprost, a jednocześnie w tej rozmowie padło wiele cennych słów, które rozjaśniały myśli, pomagały - dodał.

Zawodziński zwrócił uwagę, że „Penderecki w sposób całkowicie naturalny nie budował dystansu”. - Miałem wrażenie podczas tej pierwszej rozmowy, że ja już go znam i to jest znajomość, która trwa od dłuższego czasu - powiedział.

- Później zrealizowałem „Ubu Króla” w Bytomiu - przypomniał inscenizator. - Te spotkania dodawały mi bardzo dużo sił, budziły apetyt na jego dzieła. Były niezwykle inspirujące - podkreślił.

Inscenizator zwrócił uwagę, że Penderecki „był bardzo ciekawy, czym jego dzieła są dla innych ludzi”. - Był niezwykle otwartym człowiekiem i zawsze ciekawiło go, jak jego dzieła wyobrażają sobie inni. Ciekawiły go kolejne odczytania, inscenizacje jego utworów. To było dla niego ważne - powiedział Zawodziński.

- Penderecki nigdy nie dawał gotowych recept, jak się powinno wystawiać jego utwór. Raczej inspirował i dodawał skrzydeł. Chciał, bym rozwinął skrzydła, bym rozczytał jego dzieło indywidualnie - ocenił Waldemar Zawodziński.

TADEUSZ WIELECKI: PENDERECKI TWORZYŁ NASZĄ KULTURĘ MUZYCZNĄ; SKOŃCZYŁA SIĘ EPOKA

- Krzysztof Penderecki tworzył naszą kulturę muzyczną. Jako student miałem silne poczucie, że my, młodzi muzycy, mamy oparcie w takich postaciach jak on - powiedział kompozytor, wieloletni dyrektor festiwalu Warszawska Jesień Tadeusz Wielecki. Ocenił, że wraz ze śmiercią Maestro „skończyła epoka”.

W niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie w wieku 86 lat zmarł Krzysztof Penderecki - wybitny twórca, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich kompozytorów.

- Całe moje życie zawodowe i kompozytorskie jest związane z tą postacią. On tworzył naszą kulturę muzyczną. Jako student miałem silne poczucie, że my, młodzi muzycy, kompozytorzy, mamy oparcie w takich postaciach jak Krzysztof Penderecki - powiedział Wielecki.

Przypomniał, kompozytor był już wtedy „jedną z pierwszoplanowych postaci w muzyce współczesnej na świecie”. - To bardzo wzmacnia wszystkich tych, którzy działają w tym czasie w kraju. To jest coś niezwykle istotnego, że można się do kogoś takiego odnieść w swojej pracy - podkreślił.

Jak mówił, Penderecki „podejmował wielkie formy wokalno-instrumentalne, pisał też miniatury, był niezwykle wszechstronny i utalentowany”. - Na pewno przejdzie do historii - zwłaszcza jeżeli chodzi o zdobycze awangardy - ocenił.

- To on w zasadzie, wspierany przez innych kompozytorów, którzy jednak nie zrobili takiej kariery, stworzył polską wersję powojennej awangardy lat 50 i 60, która jest częścią światowej awangardy muzycznej - wskazał Wielecki.

Zwrócił uwagę, że Penderecki w późniejszym okresie twórczości wrócił do „form tradycyjnych, do pisania wręcz tonalnego”. - Utwory takie jak „Polskie Requiem” były, ze względu na styl, ale także tematykę, bo odwoływały się do polskiej historii, trudnych wydarzeń z naszej przeszłości, ale też współczesności, bardziej czytelne dla szerszej publiczności. - To też sprawiało, że on stał się kompozytorem oficjalnym - dodał Wielecki.

Ocenił, że „w zasadzie trudno już było mówić o Krzysztofie Pendereckim jako kompozytorze, bardziej się mówiło i myślało o nim jako instytucji”. Jego zdaniem śmierć Maestro „to jest coś, co zmieni nasz czas, nasze odczuwanie”. - Skończyła się epoka - podkreślił.

 

PROF. KRAWCZYŃSKI O PENDERECKIM: SWOJĄ WIEDZĘ STARAŁ SIĘ PRZEKAZYWAĆ MŁODYM

- Swoją wiedzę i umiejętności starał się przekazywać młodym ludziom, mając świadomość, że nie jest w stanie określić przyszłych kierunków, w których będą dążyć - mówi o zmarłym Krzysztofie Pendereckim rektor Akademii Muzycznej w Krakowie prof. Stanisław Krawczyński.

Prof. Stanisław Krawczyński podkreślił, że początków światowej sławy Krzysztofa Pendereckiego – „jako jednej z najwybitniejszych postaci muzyki światowej” - należy szukać w latach 60.

Wskazał, że „kamieniem milowym” w twórczości, a także świadectwem nowatorskiego podejścia do rozwiązań technicznych i koncepcyjnych, było skomponowanie w tamtym czasie „Pasji według św. Łukasza”.

- Pamiętajmy, że okres, w którym ona powstała, był niezwykle trudny dla tego typu muzyki w Polsce - ocenił Krawczyński. W jego opinii pojawienie się utworu religijnego, którego tematyka dotyczyła spraw niematerialnych było „aktem niezwykłej odwagi”, jaką wykazał się Penderecki.

Rektor wyjaśnił, że „niezwykły kunszt, wyczucie dramaturgii i stworzenie pewnych napięć” w tym dziele sprawiło, że wciąż wykonywane jest ono na estradach koncertowych, budząc refleksję nad „sprawami bardzo istotnymi, wręcz można powiedzieć – kluczowymi”.

Wskazywał, że tamten okres w twórczości Pendereckiego to czas sonoryzmu, czyli „dbałości o dźwięk, oddziaływanie na słuchacza dźwiękiem”. Jak zaznaczył, „Polimorfia” na 48 instrumentów smyczkowych, to „idealny przykład na to, jak z jednorodnego zespołu można było wyczarować gamę różnego rodzaju współbrzmień, do tej pory niespotykanych w utworach pisanych na tego typu składy”.

Krawczyński ocenił, że w swojej twórczości Penderecki obierał różne kierunki, co sprawiło, że „postrzegany był jako wybitna postać światowej muzyki”, a „ta sztuka poniosła w tej chwili niepowetowaną stratę”. - Myślę, że dzisiaj, w momencie odejścia profesora, świat jest zupełnie inny, jeśli chodzi o wymiar kultury - powiedział.

Zapewnił równocześnie, że artysta wciąż chciał spotkać się z młodymi muzykami, przekazując im swoją wiedzę. Choć czynnie angażował się w działalność Akademii Muzycznej, miejscem, w którym adepci mogli rozwijać swój talent stało się również Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego.

- Swoją wiedzę i umiejętności starał się jak najszerzej przekazywać młodym ludziom, mając świadomość, że nie jest w stanie oczywiście określić przyszłych kierunków, w których będą dążyć i ich przyszłych sukcesów - mówił Krawczyński. Jak zapewnił, nadrzędnym celem było jednak przekazanie swoim uczniom tego, co artysta sam uznawał za najistotniejsze.

Zdaniem rektora Akademii postać Pendereckiego zapisała się w gronie osób należących do Krakowskiej Szkoły Kompozytorskiej. - To osoby, które poświęciły się dydaktyce, tworząc siłę współczesnej muzyki polskiej. Jestem przekonany, że uczelnia powinna zmierzać w tym kierunku, kontynuując idę i myśl, którą oni po sobie pozostawili - wskazał.

 

WALDEMAR DĄBROWSKI: PENDERECKI BYŁ NIEZWYKLE UWRAŻLIWIONY NA DOŚWIADCZENIA KRAJU I NARODU

- Krzysztof Penderecki był niezwykle uwrażliwiony na doświadczenia kraju i narodu - powiedział dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej Waldemar Dąbrowski. - Odszedł wielki człowiek. To, że był wybitnym kompozytorem, i że wpisał się złotą zgłoską w historię muzyki światowej, nie ulega najmniejszej wątpliwości, ale to był także myśliciel, wielki pedagog, człowiek czynu, niezwykle uwrażliwiony na doświadczenia kraju i narodu - mówił Dąbrowski.

Zwrócił uwagę, że Penderecki „wpisywał się zawsze w te momenty dziejowe, które miały charakter węzłowy dla rzeczywistości polskiej powojennej”. Przypomniał, że w 1959 r. Penderecki zdobył trzy pierwsze miejsca na Konkursie Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich. Zdaniem Dąbrowskiego, „to był głos pokolenia, to było zagospodarowanie tego momentu wolności, które on uczynił punktem wyjścia do swojej wielkiej światowej kariery”. - Grudzień 1970 r., powstanie Solidarności, w każdej z tych spraw Penderecki miał coś do powiedzenia i zostawiał ślady artystyczne, które będą trwale w kulturze polskiej - ocenił.

- Cztery opery, osiem symfonii, niezliczona ilość utworów kameralnych, wybitna twórczość w dziedzinie muzyki religijnej - to wszystko razem tworzy jakiś wolumen, który pozwala powiedzieć Chopin-Szymanowski-Lutosławski-Górecki-Penderecki - to jest ta główna linia kultury muzycznej polskiej - podkreślił.

Dąbrowski podkreślił, że jest to dla niego również odejście przyjaciela. - Człowieka, którego przyjaźnią cieszyłem się przez kilka dekad - mówił.

Podzielił się również osobistym wspomnieniem o Pendereckim. - Połowa lat 80., Praga, wychodzę z hotelu, widzę Krzysztofa, który wchodzi do tego hotelu. Pytam „co tu robisz?” A on mówi – „przyjechałem po sadzonkę”. - Ponieważ jego wielką pasją było kreowanie parku w Lusławicach i jeździł po całym świecie, szukając sadzonek drzew, które pasowały mu do bardzo konkretnej kompozycji - wyjaśnił.

Przytoczył słowa Pendereckiego, które były przesłaniem skierowanym szczególnie do młodych ludzi, którzy startują w zawodach artystycznych – „Przyglądajcie się drzewom, patrzcie na nie uważnie, bo one są podwójnie zakorzenione - w niebie i w ziemi”.

Podobne wiadomości
adv adv
Wiadomości
Reklama