Antoni Dudek o sporze wokół obrad Okrągłego Stołu

Data publikacji: 14.02.2019 19:38
Autor: Robert Szumielewicz / Kategoria: Kultura
14.02.2019 Kielce. Przystanek Historia IPN. Okrągły Stół - Fakty i mity. Spotkanie z politologiem prof. Antonim Dudkiem. Prof. Antoni Dudek

14.02.2019 Kielce. Przystanek Historia IPN. Okrągły Stół - Fakty i mity. Spotkanie z politologiem prof. Antonim Dudkiem. Prof. Antoni Dudek
Fot. Jarosław Kubalski / Radio Kielce

Spór wokół obrad Okrągłego Stołu - to temat kolejnego spotkania, które dobyło się w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” w Kielcach. Gościem cyklu „Kłopoty z historią” był profesor Antoni Dudek, historyk i politolog.

Zdaniem naukowca - na pewno Okrągłego Stołu nie można nazwać zdradą.

- O zdradzie narodowej możemy mówić wówczas, gdy np. ktoś jest funkcjonariuszem państwa polskiego niepodległego i zaczyna współpracować z obcym wywiadem - stwierdził profesor Antoni Dudek.

- Przy Okrągłym Stole mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której z jednej strony byli przedstawiciele władzy komunistycznej, która nie miała legitymacji społecznej, bo wiadomo, jak została zainstalowana po wojnie. Po drugiej stronie natomiast zasiadła część opozycji - tej, która miała poparcie Zachodu. Część opozycji czuła się pominięta i oszukana, ale to była wina generała Jaruzelskiego. On nie chciał rozmawiać z Kornelem Morawieckim, który z nim też nie chciał rozmawiać. Natomiast chciał z Jaruzelskim rozmawiać Wałęsa i jego doradcy, więc się dogadali, a to, że się to wielu ludziom nie podobało wtedy i dzisiaj, to mają do tego prawo - podkreślił historyk. 

Antoni Dudek zaznaczył, że komunistom grunt palił się pod nogami, więc można sobie wyobrazić, że strona solidarnościowa zażądałaby więcej np. całkowicie wolnych wyborów do sejmu i senatu, inaczej odeszłaby od stołu. Dlaczego tego nie zrobiono?

- Tu jest słabość ekipy Wałęsy, która bała się radykałów, którzy domagali się w pełni demokratycznych wyborów, a nie częściowych - powiedział.

- Obawiała się również zmiany elit przywódczych. Dlatego postanowiono się dogadać, aby utrzymać się na powierzchni. W tym sensie nie mówię o zdradzie, ale o grze politycznej - zaznaczył profesor.

Historyk dodał, że po 1989 roku obóz solidarnościowy za szybko się podzielił.

- Za bardzo górę wzięły osobiste ambicje, w efekcie czego nie był w stanie przeprowadzić sensowniej procesu transformacji. Jeśli możemy mieć pretensje, to do całego tego obozu - stwierdził.

- Jeśli już mielibyśmy mieć do kogoś największe pretensje, to on się nazywa Lech Wałęsa, który wygrał wybory prezydenckie w grudniu 1990 roku. Okazał się niezdolny do utrzymania własnego obozu politycznego. Później okazało się, że nie ma żadnej alternatywy. W 1993 roku wybory wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej, który nie był zainteresowany dekomunizacją, czy lustracją. To obóz solidarnościowy na początku lat 90. stracił szansę na dopilnowanie kilku spraw - zaznaczył Antoni Dudek.

Zdaniem naukowca, podsumowując okres 30 lat od transformacji zdecydowanie więcej jest plusów niż minusów.

- Patrząc, gdzie Polska była na mapie świata m.in. pod względem położenia geopolitycznego, wskaźników gospodarczych i poziomu życia ludzi i gdzie jest dzisiaj, to mam wrażenie, że znacznie więcej rzeczy nam się udało, niż nie udało - podkreślił Antoni Dudek.

6 lutego obchodziliśmy 30. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Spotkanie z profesorem Antonim Dudkiem cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem. Sala „Przystanku Historia” IPN była wypełniona do ostatniego miejsca.

Reklama