KRYMINALNE HISTORIE: Kopał głowę tak, jakby uderzał w piłkę

Data publikacji: 07.12.2019 11:25
Autor: Monika Miller / Kategoria: Wiadomości z regionu

 
Kielce. 28.06.2019 / Fot. Monika Miller / Radio Kielce

Marcin leżał na ziemi, ale Łukasza to nie powstrzymało. Kopiąc celował w głowę. 39-letni kielczanin za zbrodnię jakiej dopuścił się na swoim znajomym, najbliższe lata spędzi w zakładzie karnym.

Wieczorem 12 czerwca 2016 roku służby ratunkowe dostały informację, że na skrzyżowaniu ulic Śląskiej i Leszczyńskiej w Kielcach doszło do bójki. Załoga karetki pogotowia po dojechaniu na miejsce awantury stwierdziła, że jeden z uczestników bójki nie żyje. Był to 40-letni współwłaściciel salonu gier z automatami.

Początkowo śledczy zarzut zabójstwa postawili 27-latkowi z gminy Masłów, jednak po kilku tygodniach stwierdzono, że sprawcą jest jednak Łukasz W. z Kielc. Mężczyzna był znany policjantom, trzeba było jeszcze go zatrzymać. Policjanci pojechali do mieszkania na osiedlu Barwinek. Funkcjonariusze relacjonowali, że Łukasz W. nie wyglądał na zaskoczonego ich wizytą i w nieformalnej rozmowie przyznał się do udziału w bójce. O śmierci Marcina miał mówić: „Chciałem dać mu tylko nauczkę”. Potem wszystkiego się wyparł.

W Sądzie Okręgowym w Kielcach, gdzie toczył się proces, oskarżony nie chciał nic wyjaśniać, ani odpowiadać na pytania prokuratora. Z prawa do odmowy składania zeznań skorzystała także jego żona. Przed sądem odpowiadała za to żona zmarłego Marcina. Przyznała, że nie akceptowała pracy męża w salonie gier. Uważała ją za niebezpieczną.

Po kilkumiesięcznym postępowaniu zapadł nieprawomocny wyrok. Łukasz W. został skazany na karę 12 lat pozbawienia wolności. Sąd Okręgowy w Kielcach nakazał też zapłacić 100 tys. złotych zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego.

Ustalono, że feralnego dnia Łukasz W. przyszedł do salonu gier. Był tam już Marcin. Pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni, a następnie do szarpaniny.

- Bardzo szybko okazało się, że oskarżony ma przewagę fizyczną nad pokrzywdzonym. Nie opierała się ona jedynie na różnicy w posturze mężczyzn, ale także na tym, że Marcin Z. był pod wpływem alkoholu - wyjaśnił sędzia Łukasz Sadkowski.

Zdaniem sądu, oskarżony po tym jak powalił pokrzywdzonego na ziemię odszedł, jednak po chwili wrócił i zaczął zadawać kolejne ciosy.

- Pokrzywdzony był osobą bezbronną i nie podjął żadnej reakcji. Oskarżony w takim momencie uderzył kilkukrotnie ofiarę bardzo mocno w okolice karku po lewej stronie, tak jak gdyby kopał piłkę - powiedział sędzia.

Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał decyzję kieleckiej instytucji w mocy.

Tagi do tego wpisu
Reklama