Tragedia po pasterce. Proces sprawcy wypadku zaczyna się od nowa

Data publikacji: 06.02.2020 17:11
Autor: Emilia Sitarska / Kategoria: Wiadomości z regionu
Komentarze

 
Fot. Emilia Sitarska / Radio Kielce

Z uwagi na przedłużającą się chorobę sędziego, sprawa tragicznego wypadku, do którego doszło w Ostrowcu Świętokrzyskim po pasterce w 2017 roku, zaczęła się od nowa. Przed sądem odpowiada sprawca potrącenia na przejściu dla pieszych dwóch kobiet.

Oskarżony Mateusz Z., który był pod wpływem alkoholu, wjechał samochodem w dwie starsze kobiety, wracające do domu po pasterce. Jedna z nich zginęła, druga przeszła szereg operacji, ale ostatecznie nie doszła do pełnej sprawności i porusza się o kulach.

Oskarżony potwierdził przed sądem swoje wcześniejsze zeznania, w których przyznał się do zarzucanych mu czynów. Dużo uwagi poświęcił temu, że przed wypadkiem został pobity przez grupę osób. Tłumaczył, że wsiadł za kierownicę, ponieważ uciekał i był w szoku po pobiciu. Odjechał z miejsca wypadku, ale sam przyznał, że nie wiedział, dlaczego tak zrobił. Następnie porzucił samochód i wyrzucił kluczyki. Wymyślił historię, że auto zostało skradzione. Ostatecznie przyznał się, że to on doprowadził do wypadku.

Poszkodowana Elżbieta G. w dalszym ciągu nie może pogodzić się ze śmiercią mamy. Podkreśla, że rozejrzały się przed wejściem na pasy, ale nie widziały żadnego samochodu.

- Oglądałyśmy się czy coś nie jedzie i zaczęłyśmy przechodzić przez pasy. Nagle coś w nas uderzyło i nie wiedziałam, czy to była ciężarówka, czy samochód osobowy. Już zbliżałyśmy się do wysepki – mówi poszkodowana.

Po raz kolejny zeznawali świadkowie, którzy widzieli całe wydarzenie. Między innymi Filip S., który zdążył uciec z pasów, a szedł za poszkodowanymi kobietami.

- Wszedłem na pasy, bo nie widać było jeszcze tego samochodu. Nagle usłyszałem, że jedzie samochód, szybko odskoczyłem. Niestety tym paniom się nie udało – mówi świadek.

Dodaje, że po całej sytuacji kierowca na sekundę się zatrzymał, później zmienił pas i zaczął jechać pod prąd. Inni świadkowie wydarzenia podkreślali, że były osoby, które chciały kierowcę zatrzymać, jednak szybko odjechał.

Zeznawali także członkowie rodziny oskarżonego.

Podobne wiadomości
Skomentuj ten wpis
Polub wiadomość
Wiadomości
Reklama