Makabryczna sytuacja w gminie Pińczów. Zwłoki przez kilka godzin leżały na podwórku

Data publikacji: 13.02.2020 17:22
Autor: Monika Miller / Kategoria: Wiadomości z regionu
Komentarze

 
Fot. Jarosław Kubalski / Radio Kielce

Dlaczego nikt nie pomógł mężczyźnie, który przez kilka godzin leżał na podwórku? Na to pytanie szuka odpowiedzi rodzina z Młodzaw Dużych w powiecie pińczowskim. Jak pisze Echo Dnia, krewni zmarłego zarzucają pogotowiu, że na podstawie rozmowy telefonicznej uznało, że ich bliski nie żyje i odmówiło przyjazdu.

- Jeżeli z rozmowy jednoznacznie wynika, że jest to zgon, to zespół pogotowia nie wyjeżdża - informuje Marta Solnica, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego.

Do opisywanego zdarzenia doszło 13 lutego po południu. Do redakcji gazety zadzwonił mężczyzna, który poinformował, że on i jego rodzina od trzech godzin czekają na to, by ktokolwiek zajął się ciałem szwagra. Okazało się, że mężczyzna wyszedł na podwórko i zajmował się pracami przy domu. Gdy jego matka wyszła na zewnątrz zobaczyła, że syn leży przed domem i się nie rusza.

W związku z tym, sąsiadka skontaktowała się z numerem alarmowym. Marta Solnica, dyrektor świętokrzyskiego pogotowia potwierdza, że dziś wpłynęło zgłoszenie z tej miejscowości. Wynikało z niego, że mężczyzna leży na schodach, jest zimny, siny, nie oddycha i nie daje oznak życia.

- Tak wyglądało pierwsze zgłoszenie do Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Później CPR przekazał je do dyspozytora medycznego, który usłyszał od zgłaszającej to samo. Na podstawie tego wywiadu uznano, że jest to zgon i że należy wezwać lekarza z przychodni - powiedziała Marta Solnica.

Po pewnym czasie na miejsce przyjechał lekarz i stwierdził zgon.

W związku z tym, że do nieszczęścia doszło na podwórku, na miejsce skierowano także policję. Damian Stefaniec z Komendy Powiatowej Policji w Pińczowie informuje, że zgłoszenie wpłynęło przed południem. Wynikało z niego, że w Młodzawach Dużych zmarł 65-letni mężczyzna.

- Na miejscu nie pojawiło się pogotowie ratunkowe, którego dyspozytor odmówił skierowania ratowników z uwagi na brak bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia mężczyzny, który już nie żył - powiedział.

Policjanci pojechali na miejsce. Ustalili, że do śmierci denata nikt się nie przyczynił. Kartę zgonu sporządził lekarz rodzinny. Policjanci nie sprawdzają, czy pogotowie prawidłowo wykonało pracę.

Skomentuj ten wpis
Polub wiadomość
Reklama