Śledczy sprawdzają przyczynę śmierci dziecka. Lekarz stracił pracę

Data publikacji: 09.08.2017 18:42
Autor: Kamil Włosowicz / Kategoria: Wiadomości z regionu
Szpital Powiatowy w Busku

Szpital Powiatowy w Busku
Fot. Szpital Powiatowy w Busku

Lekarz pełniący dyżur na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala rejonowego w Busku-Zdroju, w którym w nocy z 10 na 11 lipca zmarł noworodek, został zwolniony z pracy.

Dyrektor szpitala Grzegorz Lasak poinformował, że jego decyzja nie ma związku z oskarżeniami rodziców dziecka wobec lekarza o niewypełnienie swoich obowiązków, lecz jest wynikiem redukcji etatów na oddziale.

Ojciec zmarłego dziecka tłumaczy, że jego narzeczona będąc w zaawansowanej ciąży przebywała przez tydzień w buskiej lecznicy. Skarżyła się na swędzącą skórę i opuchnięte nogi. Mimo próśb nie otrzymała pomocy dermatologicznej i 7 lipca została wypisana do domu.

Ojciec zmarłego dziecka dodaje, że lekarze zalecili, aby jego partnerka co dwa dni zgłaszała się na badania kontrolne. Na dzień przed tragedią ruchy dziecka zaczęły być coraz mniej wyczuwalne. Kobietę przyjęto na oddział 10 lipca. Ojciec dziecka mówi, że cesarskie cięcie wykonano dopiero po dwóch godzinach po stwierdzeniu u niego braku funkcji życiowych. Prowadzona przez prawie godzinę reanimacja noworodka nie powiodła się.

- Lekarz tłumaczył się, że w związku z remontem oddziału musi przemieszczać się między dwoma piętrami, a wtedy, gdy u dziecka po badaniach zdiagnozowano zanik akcji serca, prowadził zabieg chirurgiczny u innej kobiety. Cesarskie cięcie powinno zostać wykonane zdecydowanie wcześniej - uważa ojciec zmarłego noworodka.

Sprawę śmierci dziecka początkowo badała buska Prokuratura Rejonowa. Teraz zajmuje się nią Prokuratura Okręgowa w Kielcach. Jak mówi jej rzecznik Daniel Prokopowicz cały czas badana jest zebrana w toku śledztwa dokumentacja medyczna. Dodaje, że nie są jeszcze znane wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok dziecka.

- Postępowanie jest w toku. W sprawie nie postawiono nikomu zarzutów. Dokumentacja medyczna została zabezpieczona, przesłuchiwani są świadkowie. W konsekwencji tych działań w sprawie opinię wyda zespół biegłych - wyjaśnia rzecznik kieleckiej prokuratury.

Dyrektor szpitala Grzegorz Lasak przyznaje, że doszło do ogromnej tragedii, która nie powinna się wydarzyć. Dodaje, że zapoznał się z dokumentacją medyczną z przebiegu ciąży kobiety i zakresu pomocy, jakiej jej udzielono, ale nie chce w toku prowadzonej przez prokuraturę sprawy mówić o jej szczegółach. Podkreśla, że lekarz sprawujący opiekę nad kobietą, która straciła dziecko został zwolniony z pracy z powodu redukcji etatów na oddziale.

Grzegorz Lasak powiedział, że po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną i po rozmowie z lekarzem wątpi, by mogło dojść do śmierci dziecka z winy lekarza.

- Nie chcę przesądzać. Czekamy na oficjalne stanowisko prokuratury w tej sprawie - zaznaczył dyrektor.

Dodał, że przeprowadził z lekarzem poważną rozmowę, w efekcie której za porozumieniem stron od wtorku przestał on być pracownikiem buskiej lecznicy.

- Biorę odpowiedzialność za to, co się dzieje w szpitalu w pełnym tego słowa rozumieniu - podkreślił Grzegorz Lasak.

Dyrektor szpitala dodał, że w okresie, w którym doszło do tragedii na oddziale nie był prowadzony remont, ale przyznaje, że w związku z planowaną reorganizacją oddziału część pacjentek została przeniesiona piętro niżej.

Zwolniony lekarz pracował na buskim oddziale ginekologiczno-położniczym ponad 10 lat.

Reklama