Gratka dla pasjonatów modelarstwa sportowego

Data publikacji: 25.05.2019 16:29
Autor: Mateusz Kaczmarczyk / Kategoria: Wiadomości z regionu
II Piknik Klubu Modelarstwa Sportowego

II Piknik Klubu Modelarstwa Sportowego
Kowala. 25.05.2019 / Fot. Mateusz Kaczmarczyk / Radio Kielce

Akrobacje, huk silników i okazjonalne awaryjne lądowania. W Kowali w gminie Sitkówka-Nowiny trwa II Piknik Klubu Modelarstwa Sportowego. Oprócz maszyn stworzonych tylko do latania pojawiły się także wierne rekonstrukcje samolotów znanych z bitew obu wojen światowych, m.in. Czerwonego Barona, niemieckiego wielopłatowca, czy polskiego PZL P.11c.

Natomiast fani prędkości mogli podziwiać akrobacje w wykonaniu maszyn wyposażonych w silniki odrzutowe. Jak mówi Piotr Gołacki z Klubu Modelarstwa Sportowego - choć zwykło nazywać się je miniaturami, to niektóre z nich mierzą nawet do dwóch metrów szerokości, a wiele tworzonych jest z pieczołowitością godną oryginału.

Jak można było się przekonać na pikniku, modelarstwo sportowe może być zabawą dla całej rodziny. Leszek i Tomasz Maślankowie wspólnie zbudowali swój wyczynowy model samolotu. Ojciec zajmuje się sprawami technicznymi, natomiast syn siada za sterami, a w tym przypadku joystickiem. Tata przyznaje, że pasją zaraził się od swojego ojca, który budował i latał motolotniami. Syn, choć mniej zainteresowany jest sprawami technicznymi, to samo latanie upodobał sobie na tyle, że już teraz myśli o zostaniu pilotem prawdziwego samolotu.

Na pikniku znalazło się miejsce także dla pasjonatów czterech kółek. Modele samochodów przeznaczonych do wyścigów są nie mniej wyrafinowane technicznie, ale też równie drogie w zakupie i utrzymaniu. 14-letni Mateusz z Piotrkowa Trybunalskiego od najmłodszych lat pasjonował się sportami samochodowymi. Jak mówi - ściga się modelami, ponieważ nie może jeszcze siąść za kółko prawdziwego samochodu. Dodaje, że wyścigi choć zacięte, to przez wszystkich uczestników traktowane są wyłącznie jako dobra zabawa. Jego pojazd napędzany silnikiem elektrycznym potrafi osiągnąć prędkość 30 kilometrów na godzinę, a kosztował 10 tysięcy złotych, co jak przyznaje nie jest małą sumą, ale wciąż w granicach rozsądku, którego brakuje wielu pasjonatom miniaturowych maszyn. 

Dla osób mniej zainteresowanych modelarstwem przygotowano przejażdżki konne i przekąski. 

Reklama