80 lat temu wybuchła II wojna światowa

Data publikacji: 01.09.2019 07:19
Autor: Marlena Płaska / Kategoria: Wiadomości z regionu

 
Fot.

Województwo kieleckie zaatakowała m.in. dziesiąta armia III Rzeszy. Już 1 września pierwsze bomby spadły na Kielce, a 5 września Niemcy wkroczyli do miasta.

- Do ważniejszych w tym regionie należą bitwy pod Broniną, Iłżą i Kajetanowem - mówi dr Tomasz Domański z kieleckiej delegatury IPN.

Historyk dodaje, że każda z nich po początkowym sukcesie, kończyła się przegraną, ponieważ Niemcy dysponowali większą ilością ciężkiego sprzętu: dział, czołgów i broni zmechanizowanej. Polska posiadała nowoczesną broń, ale nie w dostatecznej mierze.

- Mimo to, wycofujące się oddziały polskie stawiały opór okupantowi - zaznacza dr Tomasz Domański.

- Na przykład Niemcy wkraczający do Starachowic zostali ostrzelani na przedmieściach z działek przeciwpancernych. Także w okolicach Kielc dochodziło do prób obrony. Pod Kajetanowem do obrony stanął 154. Rezerwowy Pułk Piechoty. W gruncie rzeczy jednak były to działania opóźniające. W wyniku przewagi technicznej i liczebnej Niemców nie mogły zatrzymać naporu okupanta. Mimo to, należy podkreślać ogromny wysiłek polskich żołnierzy oraz ich nieustępliwość w walce - mówi historyk.

W bitwie pod Iłżą walczył kpt Henryk Dłużewski, po latach znany twórca wielu pomników w Kielcach i regionie.

- Tam walczył bohatersko płk Władysław Muzyka, bronił Iłży. Tam się zgłosiłem. Ja byłem artylerzystą, ale nasza artyleria była nie zmotoryzowana. Niemcy mieli zmechanizowaną artylerię, nawet piechotę dowozili samochodami do frontu. My, wszystko na piechotę. Doszedłem do Włodawy. Tam z drugiej strony weszli Rosjanie. Kto nie zdążył się cofnąć, to go zabrali. Podawali fałszywe wiadomości, że wiozą ich „na Warszawę”. Tymczasem w bydlęcych pociągach wieźli ich w kierunku Katynia i Starobielska, do wspólnego grobowca… - wspominał Henryk Dłużewski.

Ostatnią bitwę kampanii wrześniowej stoczoną przez regularne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Franciszka Kleeberga pod Kockiem, wspomina w archiwalnych nagraniach Radia Kielce jeden z kielczan.

- Tam nastąpiła kapitulacja. Ogłoszono, że Polska jest już zajęta i jesteśmy ostatnią jednostką bojową. Musieliśmy skapitulować. Najpierw zostałem przywieziony do Kielc na Bukówkę, a stamtąd wywieźli nas do Niemiec. Ja trafiłem do Stargardu. Tam pracowaliśmy na robotach - opowiada.

Dr Tomasz Domański przypomina, że zasadnicza część polskiej obrony miała opierać się na sojuszach międzynarodowych i pewności, że w chwili agresji na Polskę, Anglia ruszy z pomocą. Zatrzymanie niemieckiego ataku oraz odsiecz państw zachodnich miała gwarantować pomyślny przebieg konfliktu dla Polaków. Jednak tak się nie stało.

adv adv
Wiadomości
Reklama