Katarzyna Podraza Karol Żak , 30.04.2021

Gibboni - Włoch, który zlikwidował dymarki

/Źródło:

Fot. Robert Felczak

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? Gdyby szukać korzeni rozwoju cywilizacji przemysłowej na ziemi Świętego Krzyża, to ślad na pewno poprowadzi do Italii. Tak było w średniowieczu, gdy włoscy zakonnicy docierali w dorzecze Nidy i Pilicy i tu budowali zalążki przemysłu. A już z pewnością tak było w XVII wieku gdy dotarł na nasze ziemie niejaki Jan (Giovanni) Gibboni.

W połowie siedemnastego stulecia Gibboni opuścił urokliwe Bergamo, by stać się właścicielem największych zakładów metalowych w kieleckich dobrach biskupów krakowskich. Należał do nielicznej grupy cudzoziemców, którzy w całej historii naszego kraju otrzymali indygenat, czyli polskie szlachectwo. Gibboni jest twórcą potęgi hutniczej Bobrzy i Samsonowa. Unowocześnił zakłady już wcześniej produkujące tu broń i amunicję. Cieszył się uznaniem polskich królów, otrzymywał od nich liczne ulgi i przywileje. Jego zasługi dla Staropolskiego Okręgu Przemysłowego były ogromne.

Ruiny Zakładów Wielkopiecowych w Bobrzy / Fot. Robert Felczak - Radio Kielce

Skąd włoscy hutnicy w SOP?

Jak wyjaśnia historyk Dariusz Kalina, Gibboni przybył do Polski na zaproszenie rodziny Cacci, mieszkającej w parafii Tumlin. Tam właśnie około 1599 roku biskup krakowski Jerzy Radziwiłł ufundował kościół parafialny, który miał charakter świątyni dla górników i hutników, podobnie jak kielecki klasztor na Karczówce.

- Byli sprowadzeni w celu unowocześnienia procesu produkcji broni w polskich zakładach - mówi Dariusz Kalina. - Następca biskupa Radziwiłła, Bernard Maciejowski, odnowił zezwolenie umożliwiające ludziom wszelkiej nacji i pochodzenia wolne osiedlanie się i prowadzenie na naszym terenie robót górniczych. Włosi, z którymi związany był Jan Gibboni, zajmowali się na ziemi świętokrzyskiej wydobyciem i wytopem rud żelaza. Gibboni dodał do tej działalności występujące tu również rudy ołowiu.

Kielce. Kościół p.w. św. Karola Boromeusza na Karczówce / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Na przełomie XVI i XVII wieku na ziemiach polskich wprowadzano zmiany technologii wytopu żelaza.

- Do tego czasu działały unowocześnione, ale jednak starożytne dymarki, tymczasem - jak mówił na naszej antenie, w audycji „Moc historii”, doktor Cezary Jastrzębski - wielkim przełomem w produkcji żelaza była technologia pochodząca z Bergamo, którą siłą rzeczy znał Jan Gibboni. - Były to rewolucyjne zmiany, w wielu miejscowościach naszego regionu rozpoczęto budowę pieców w technologii bergamowskiej, która umożliwiała ciągły wytop żelaza - mówił historyk.

Wazowie potrzebują broni, Gibboni się bogaci

Pierwsze informacje dotyczące pobytu Jana Gibboniego w regionie świętokrzyskim pojawiają się w 1631 roku. Wtedy Aleksander Szembek zrzekł się na jego korzyść kuźnicy żelaza i huty ołowiu w Samsonowie. Ślady huty można znaleźć w okolicy stawu zlokalizowanego przy drodze prowadzącej w stronę Odrowąża.

Samsonów - Ruiny Huty „Józef” / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Nie ulega wątpliwości, że rozwój zakładów metalurgicznych w Staropolskim Okręgu Przemysłowym związany był ze zbrojeniami. W 1633 roku Jan Gibboni został serwitorem królewskim, co oznaczało, że nie podlegał ani sądom miejskim ani jurysdykcji cechu. Razem z Bernardem Servallim otrzymał też prawo produkcji żelaza i stali oraz wyrobów metalowych, w tym broni.

Po śmierci króla Stefana Batorego, przez niemal sto lat na ziemiach polskich panowała dynastia Wazów.

- W tym czasie, wypełnionym częściej wojnami niż okresami spokoju, Wazowie dążyli do odzyskania tronu szwedzkiego i temu podporządkowali całe swoje panowanie w naszym kraju. Niezliczone konflikty zbrojne wymagały broni i amunicji. W związku z tym zakłady Gibboniego były bardzo potrzebne, ponieważ przyjmowały wiele zamówień na produkcję uzbrojenia. Najwyraźniej sprostał on temu zadaniu, o czym najlepiej świadczy jego rozszerzająca się działalność w regionie - mówi Dariusz Kalina.

Samsonów - Ruiny Huty „Józef” / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Problemy? Tylko chwilowe

Nic też dziwnego, że Jan Gibboni cieszył się protekcją ówczesnych władz. Otrzymywał różnego rodzaju przywileje, łącznie z dożywotnimi, a to z kolei pozwoliło mu poważnie inwestować. W Samsonowie i w Umrze (zwanym wtedy Humer albo Hamer) wybudował nowy, wielki piec.

W 1634 roku instygatorzy, czyli oskarżyciele publiczni biskupa krakowskiego, oskarżyli jednak przemysłowca między innymi o pustoszenie lasów. Na pewno coś tu było na rzeczy. W technologii wielkopiecowej do wytopu żelaza było potrzeba bardzo dużo paliwa, a wówczas było nim jedynie drewno.

Samsonów - Ruiny Huty „Józef” / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Biskup przychylny Gibboniemu

W życiorysie Jana Gibboniego pojawia się bardzo dużo informacji na temat kolejnych zezwoleń, których udzielał mu biskup krakowski Jakub Zadzik. W 1636 roku hierarcha potwierdził Gibboniemu i jego żonie dożywocie na kuźnicy Michałowej w Samsonowie, czyli tej, którą uzyskał od Szembeków oraz dożywocie na kuźnicy Humer („z nowozałożoną hutą ołowiu od wdowy po Janie Caccim”). Są również dokumenty potwierdzające, że biskup Zadzik w 1639 roku powierzył Gibboniemu zarząd komory ołowiu w Kielcach.

Jak wynika z inwentarza biskupich dóbr kieleckich z 1645 roku Jan Gibboni posiadał wtedy kuźnicę Bobrza z wielkim piecem, kuźnicę Humer, Kołomań, Samsonów (też z wielkim piecem), kuźnicę suchyniowską, Światełek. Pod Ćmińskiem posiadał hutę szkła Kołomań, a także wsie: Bobrza, Ćmińsk, Kołomań, Tumlin, część Zagnańska.

Samsonów - Ruiny Huty „Józef” / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Indygenat - największy przywilej dla Gibboniego

W 1654 roku Jan Gibboni otrzymał indygenat, czyli akt przyjęcia do stanu szlacheckiego. Nobilitacja odbywała się w uznaniu wielkich zasług obcokrajowca i połączona była ze złożeniem przysięgi na wierność Rzeczpospolitej. W całej polskiej historii indygenat przyznano przedstawicielom jedynie 413 rodów zagranicznych.

Dom w centrum Kielc

Jan Gibboni początkowo mieszkał u teścia w Ćmińsku, gdzie zachowały się podziemia „zameczku” Cacciów. Później, w związku z przejęciem komory ołowiu w Kielcach, zmuszony był zakupić parcelę w mieście. Wszystko wskazuje na to, że znajdowała się ona przy ulicy Dużej, pod obecnym numer 7. Na kupionej parceli zbudował dom z dębu, ale w podwórzu wzniósł kamienne piwnice, o grubych na trzy łokcie murach z zachowaną także studnią, kutą w skale. Woda i piwnice potrzebne mu były nie tylko w gospodarstwie domowym, zapewne również do czynności przemysłowych.

Herb Jana Gibboniego

Herb Jana Gibboniego / Fot. pl.wikipedia.org

Na tarczy dzielonej w pas, w polu górnym, czerwonym, pół orła czarnego z dziobem złotym, w polu dolnym, zielonym, miecz srebrny z rękojeścią złotą, między dwoma kogutami walczącymi, naturalnymi. Klejnot: nad hełmem w koronie ramię zbrojne, trzymające pistolet srebrny. Labry: czerwone, podbite zielonym.

Jan Gibboni zmarł 4 grudnia 1669 roku. Pochowany jest zapewne w kościele w Borkowicach, tym samym gdzie pochowano sławnego regionalistę i dziejopisa księdza Jana Wiśniewskiego. Jak twierdzi Dariusz Kalina niewykluczone jednak, że pragnął być pochowany w Tumlinie.

Kościół św. Stanisława w Tumlinie / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

W nawie kościoła św. Stanisława w Tumlinie, przy tęczy, znajduje się ołtarz boczny z obrazem Matki Boskiej Śnieżnej. Z odnalezionej przez historyka oryginalnej kroniki parafii tumlińskiej wynika, że około 1632 roku obraz ten zakupił w Bergamo Jan Gibboni i podarował parafii w momencie konsekracji kościoła.

Kościół św. Stanisława w Tumlinie. Obraz Matki Boskiej Śnieżnej. Z kroniki parafii tumlińskiej wynika, że ok. 1632 roku obraz ten zakupił w Bergamo Jan Gibboni i podarował parafii w momencie konsekracji kościoła / Fot. parafia-tumlin.pl

STREFA WEEKENDOWA RADIA KIELCE