Beata Ryń , 13.05.2022

Towarzysze ludzkiego losu

Drzewa miały wpływ na duchowe życie naszych przodków. Miododajna lipa obdarowywała spokojem i zgodą, cis chronił przed truciznami, dąb zapewniał siłę i męską witalność, a klon towarzyszył narodzinom i śmierci człowieka. Wiosna obudziła drzewa po zimowym śnie. Spójrzmy na nie oczami naszych przodków i... poetów.

W kulturach tradycyjnych drzewo wyobrażało oś świata. Pień był filarem zakotwiczonym korzeniami głęboko w ziemi, gałęzie zaś, niczym olbrzymie ramiona, podtrzymywały niebo. Oś łączyła zatem trzy sfery: podziemną, ziemską i niebiańską, zapewniała komunikację między nimi i była symbolem ich pojednania.

Według słowiańskich wierzeń, kraina wiecznej szczęśliwości była drzewem o tysiącu pni, z gałęziami pokrytymi dużymi liśćmi i pachnącymi kwiatami. To tutaj odnajdywały wytchnienie dusze sprawiedliwych.

Według prof. Anny Zadrożyńskiej drzewo dawało „boską gwarancję życia”, lecz jego symbolika dotyczyła także „podziemnego kręgu śmierci”. Wierzono, że niektóre drzewa są tak silnie związane z człowiekiem, że przyglądając się im, można było odczytać ludzki los.

Lipa - strażniczka pokoju

Pomnik przyrody - lipa Tereska w Nadleśnictwie Radoszyce / źródło: Nadleśnictwo Radoszyce

„Gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie” - zachęcał Jan Kochanowski we fraszce „Na lipę”. I słusznie, bo od wieków lipa jest symbolem ukojenia, spokoju i sąsiedzkiej przyjaźni. Gdy skłóceni sąsiedzi podejmowali decyzję o zakończeniu waśni, na granicy swoich majątków sadzili lipę, a ta stawała się strażniczką pokoju między nimi. Zdarzało się, że w tej intencji sadzono całe szpalery lipowych drzew.

- Jeszcze w 1970 roku na środku naszego podwórka rosła bardzo gruba lipa. Trzech mężczyzn musiało chwycić się za ręce, żeby objąć jej pień. Podobno zasadził ją mój prapradziadek. Pod lipą stały ławy i tam od wiosny do późnej jesieni toczyło się życie rodzinne - wspomina Ewa Siudajewska, gawędziarka, poetka ludowa. - Wieczorami pod lipą mój dziadek Jan Kiczor grał na cytrze, wtedy schodzili się ludzie i słuchali jego opowiadań i śpiewu. Dziadek mówił, że lipa jest drzewem zgody i Pan Bóg stworzył ją, aby objawić ludziom swoją dobroć, łagodność i miłosierdzie. Dlatego odpoczynek pod lipą daje ukojenie, uspokaja i wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.

Miododajna lipa służy człowiekowi całą sobą. Gdy pokryje się kwiatem, jej korona aż huczy od setek pszczół poszukujących nektaru.

- Ludzie zbierają kwiat lipowy i używają jego naparu w czasie przeziębień, ponieważ to dobry środek napotny, powlekający i lekko obniżający gorączkę. Mój dziadek był stolarzem, z drewna lipowego wykonywał kolebki i niektóre elementy sprzętów domowych, artyści ludowi rzeźbili świątki, a z łyka lipowego powszechnie wyrabiano łapcie, sznury i miękkie koszyki. Cała społeczność wiejska otaczała lipy czcią. Wierzono, że to drzewo należy do Matki Boskiej i na wybranych wieszano kapliczki lub krzyże ku jej czci - mówi Ewa Siudajewska.

Popularna dziś ludowa piosenka zatytułowana „Lipka” opowiada o tym, jak drzewo i mieszkające w jego konarach ptaki pocieszają zrozpaczoną dziewczynę, którą rodzice wbrew jej woli zmuszają do ślubu ze starszym mężczyzną:

Z tamtej strony jeziora
Stoi lipka zielona
A na tej lipce, na tej zielonieńkiej,
Trzej ptaszkowie śpiewają..."

Dąb - źródło siły

Dąb Bartek / fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Z dębu, ze względu na twardość drewna, siłę i długowieczność, budowano podwaliny domów. Potężne dęby były związane ze słowiańską symboliką płci - przypisane były mężczyznom. „Chłop jak dąb” mówimy o rosłym, silnym i zdrowym mężczyźnie.

W kulturach tradycyjnych dąb był związany także ze światem zmarłych. Pod dębem grzebano zamordowane przez kochanków kobiety i samobójców. Ta wyjątkowa lokalizacja pochówku miała zapewnić zmarłym życie wieczne.

Z pędów i kory dębu przygotowywano wywary, które między innymi leczyły stany zapalne skóry. Wierzono w wielką moc uzdrowicielską drzewa, poprzez zwykły dotyk można było poczuć jego leczniczą moc, na przykład gdy bolał krzyż, wystarczyło przez chwilę oprzeć się o pień plecami.

Krzysztof Kamil Baczyński w wierszu „Byłeś jak wielkie stare drzewo...” porównał Polskę do zuchwałego dębu, drzewa „wiary, mocy i gniewu”, a okupantów niemieckich do bezwzględnych cieśli, którzy „jęli liście drzeć i ścinać”, „Ciało w popiół kruszyć”. Wiersz powstał w kwietniu 1943 roku podczas powstania w getcie warszawskim. Poeta wieszczył, że mimo okrutnych ran zadanych drzewu-narodowi, odrodzi się - „niezmienny" i „niezłomny".

Cis - drzewo dobra i zła

Rezerwat Cisy Staropolskie / źródło: wikipedia.pl

To drzewo może żyć ponad 2 tys. lat.

- Cis był w moich okolicach uważany za „drzewo wiecznego życia”, „drzewo święte”. Nagminnie wykopywano cisy z lasów i sadzono w obejściach gospodarskich. Wierzono, że łyżki wystrugane z drewna cisowego chronią od trucizn, a zeskrobane wiórki podane zwierzętom ochronią je przed wścieklizną. Noszenie gałązek cisowych chroniło przed urokami i złymi mocami, dlatego dokładano kilka gałązek do palm wielkanocnych. Cisowe wrzynki do maglowania, wcześniej dziewięciokrotnie poświęcone, były darowane w wianie pannom młodym, które przechowywały je w niezwykłym poszanowaniu i przekazywały następnym pokoleniom. Bielizna maglowana cisowym wałkiem zapewniała zdrowie całej rodzinie. Dla górali świętokrzyskich cis był drzewem tajemniczym, miał w sobie dobro i zło - opowiada Ewa Siudajewska.

Wszystkie jego części (wyjątkiem są czerwone osnówki kryjące nasiona) zawierają trujące związki. Cis niósł zatem zagrożenie dla ludzi i tych zwierząt, które skusiły się na zielone gałęzie. Średniowieczne strzały, których groty maczano w truciźnie wytworzonej z cisu były śmiercionośną bronią. Z drewna tego drzewa konstruowano broń - łuki i rękojeści sztyletów.

- Niektórzy twierdzili, że czarownice używają naparu z cisu do latania na swoje gody z diabłami i przestrzegali panny, aby nie próbowały takiego naparu, bo rychło diabli je porwą - mówi Ewa Siudajewska.

Klon - towarzysz człowieczego losu

W Europie, klon nie występuje jedynie na Islandii i w północnej Rosji / źródło: Michał Zaborski

Gdy człowiek przychodził na świat wkładano go do kołyski wykonanej z klonowego drewna. Gdy umierał kładziono go na niepomalowanej klonowej desce. Następnie członkowie rodziny pukali w gładkie drewno, aby odstraszyć wszelkie zło od udającej się w zaświaty duszy. Funkcjonujący do dziś zwyczaj „odpukiwania w niemalowane drzewo”, który ma nas ustrzec przed niepowodzeniem lub nieszczęściem, ma właśnie takie źródło. Po pogrzebie deskę umieszczano na rozstajach dróg, aby wędrująca dusza mogła na niej odpocząć. Klon opiekował się zarówno żywymi jak i zmarłymi.

Leczą i bronią

Drzewa i krzewy rosnące w gospodarstwie otoczone były wielkim szacunkiem. Chroniły od piorunów - lipa czy topola i węży - jesion. Posadzeniem drzewa upamiętniano narodziny potomka.

- W mojej wsi i wsiach podłysickich, obowiązkowo przy każdym domu rosła leszczyna, którą uważano za drzewo opiekuńcze, chroniące dom i gospodarstwo przed wszelkimi złymi mocami. W każdym obejściu sadzano czarny bez, który jak wierzono nie tylko unieszkodliwiał złe moce przynoszące choroby, chronił przed gradobiciem, ale jego kwiaty i owoce używano do przygotowania naparów leczniczych. Napar z kwiatów działa napotnie, obniża gorączkę, łagodzi ból zębów, a owoce wzmacniają organizm i mają działanie oczyszczające krew z trucizn - mówi Ewa Siudajewska.

I dodaje:

- Obowiązkową rośliną w gospodarstwach był też lilak, czyli bez. Kto jeszcze 20 lat temu szedł świętokrzyską wsią w maju, mógł rozkoszować się zapachem i pięknem wychylających się zza płotów kiści kwitnących bzów. Napar z ususzonego kwiatu bzu działa napotnie i przeciwkaszlowo, a jagody bzu powszechnie stosowano przy zaparciach, szczególnie u osób starszych. Dziewczęta i gospodynie pilnowały, aby bez co roku był obrywany. Jeśliby go nie obłamywano, mogłyby na nim utworzyć się „czarcie miotły”, co przyciągnęłoby do gospodarstwa czarownice. Krzewy bzu oddawały też ostatnią przysługę zmarłemu domownikowi, bo pod niego wylewano wodę po obmyciu nieboszczyka.

W gospodarstwie wykorzystywano opadłe z drzew liście. Grabiono je i zanoszono do obejścia. Służyły za podściółkę dla zwierząt w czasie zimy.

- Bardzo ważne dla nas były liście olchy, ponieważ nie lubią ich myszy, więc rozsypywaliśmy je także w stodole i komorze. Świeże lub suszone liście pomagały spędzać wrzody i jadówki - mówi Ewa Siudajewska.

Liście żyją stosunkowo krótko w stosunku do całej rośliny, starzenie się i ich opadanie jest elementem ontogenezy/ fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

Kłótnia z drzewem

Nasi przodkowie traktowali drzewa jak istoty rozumne. Człowiek stał na straży ich bezpieczeństwa, a opiekując się drzewami w sadzie, miał wobec nich konkretne oczekiwania. Na Kielecczyźnie popularny był zwyczaj straszenia drzew owocowych. Gospodarz po wieczerzy wigilijnej wychodził do sadu, aby w sposób rytualny przy pomocy siekiery postraszyć drzewo. Groził, że jeżeli nie będzie rodziło, zetnie je. Wygłaszając mowę, dla postrachu machał przy pniu ostrzem siekiery. Druga osoba ukryta w gałęziach lub za pniem, odpowiadała z ukrycia w imieniu drzewa, zapewniając gospodarza o przyszłym urodzaju. Na koniec rytuału gospodarz obwiązywał pień powrósełkami skręconymi ze słomy, która znajdowała się na wigilijnym stole, na znak zawartego z drzewem porozumienia.

Szczególną moc miały drzewa rażone piorunem. Drzazgi z takiego drzewa miały uśmierzyć ból zęba i głowy. Należało podłubać drzazgą w zębie lub żuć spalony piorunem kawałek, a potem oddać go drzewu wraz z dokuczliwym bólem.

Prąd wyładowania przepływający rdzeniem drzewa doprowadza do gwałtownego odparowania znajdującej się w nim wody i w efekcie bardzo groźnego wybuchu / fot. Jarosław Kubalski - Radio Kielce

Poetka, która zazdrościła drzewom

Poetka Halina Poświatowska zmarła przedwcześnie na nieuleczalną wadę serca. Lekarze zabraniali jej wzruszeń, emocji i większego wysiłku, bo groziły jej śmiercią, a ona pragnęła miłości i aktywnego życia. Jej matka, Stanisława Mygowa, wspominała córkę kilka lat po jej śmierci: „Halszka zachorowała jako dziewięcioletnie dziecko. Jak mogłaby żyć, gdyby nie ciągła ciekawość świata? Nie chciała życia w fotelu, nie chciała życia bezczynnego. Chciała żyć”.

W jednym z wierszy Poświatowska zazdrości drzewom ich siły, umiejętności poddania się losowi, pogodzenia z prawami natury. Człowiek, według poetki nie umie pogodzić się ze śmiercią, ale nie może też odrodzić się każdej wiosny:

Dlaczego nie drzewem
drzewo o krwiobiegu złotym
tak samo pnie się wzwyż
zachłannie rośnie
dojrzewa
w skupieniu
w nagrzane słońcem południe
rodzi
jesienią
odrzuca pamięć lata
porywczym rękom wiatru
oddając liści sierść
ekshibicjonizm drzewa
i doskonała pod mym łokciem
kiedy piszę - śmierć"

STREFA WEEKENDOWA RADIA KIELCE