Dorota Klusek , 02.04.2021

Wielkanoc w sztuce malarzy światowej sławy

„Ostatnia Wieczerza”, „Zmartwychwstanie” i „Chrystus świętego Jana od Krzyża”. Ty tylko niektóre z najbardziej znanych przykładów sztuki religijnej.

- Gdy mówimy o sztuce religijnej, to artyści mieli twardy orzech do zgryzienia. Bardzo łatwo można było popaść w banał, w proste ilustratorstwo. Natomiast w sztuce chodzi o coś więcej, nie tylko o pokazanie pewnej historii biblijnej, ale o przedstawienie istoty rzeczy, czyli tego, o czym ta historia opowiada, do czego się odnosi, co chce przekazać, czego chce nauczyć. O dotarcie do głębszej prawdy - mówi Joanna Kaczmarczyk, historyk sztuki, wicedyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach.

Z jednej strony obowiązywały określone schematy i typy przedstawień, które się odnosiły do szeroko pojętej ikonografii, i w większości dzieła do tego kanonu nawiązują.

- Natomiast niektórzy artyści wybrali swoją drogę, drążyli głębiej, próbowali dociec tych prawd, które są ukryte i pokazać je - wyjaśnia Joanna Kaczmarczyk.

Przykładem takich poszukiwań jest Ostatnia Wieczerza Salvadora Dali.

Obraz „Ostatnia Wieczerza”, Salvador Dali, 1955 r., olej na płótnie, 267x167 cm, National Gallery of Art, Waszyngton, USA / Fot. Wikipedia

OSTATNIA WIECZERZA NIE Z TEJ ZIEMI

Twórczość Salvadora Dali jest niezwykle ceniona. To jeden z najbardziej znanych surrealistów, a także jeden z najbardziej rozpoznawalnych artystów XX wieku. W pewnym momencie swojego życia przewartościował je. I właśnie wtedy powstały „Ostatnia Wieczerza” i „Chrystus świętego Jana od Krzyża”.

-  W latach 50. XX wieku, kiedy te obrazy powstały, Dali przeżywał zainteresowanie religią. Wiadomo: surrealizm i religia to dwa zupełnie różne światy, więc kiedy Dali deklarował powrót do kościoła i spotkał się z papieżem, od tego czasu został wykluczony z grona surrealistów - wyjaśnia Joanna Kaczmarczyk.

„Ostatnia Wieczerza” pędzla Salvadora Dali nawiązuje do znanych motywów, ale ujęcie tematu zaskakuje.

- Obraz w scenerii trochę kosmicznej. Niektórzy porównują to, co na nim widać do ujęcia statku kosmicznego. Jest w nim coś dziwnego. Sama scena, otoczenie jest wyjęte z naturalnego kontekstu, w jakim to wydarzenie mogłoby mieć miejsce. Myślę, że to jest klucz do rozumienia tego obrazu, bo większość artystów starała się scenie Ostatniej Wieczerzy nadać charakter bliski czasom Chrystusa, i ta scena odbywa się najczęściej w kameralnym wnętrzu. Tu jest otwarta przestrzeń, jest stół, ale odrealniony, jakby unosił się, lewitował. Wokół postaci klęczących uczniów. W centrum znajduje się Chrystus, nad nim sylwetka z rozpostartymi ramionami, tors nagiego mężczyzny, ale bez głowy - opisuje.

Jak zaznacza Joanna Kaczmarczyk, interpretacji może być wiele.

- Mnie ten obraz kojarzy się z klasycznym przedstawieniem Tronu Łaski, gdzie Bóg Ojciec podtrzymuje swojego ukrzyżowanego Syna. Natomiast to otwarcie na przestrzeń, na nieokreślony krajobraz, to zawieszenie tej sceny w powietrzu, nadaje jej bardzo uniwersalny charakter. Jest to próba dotarcia do istoty tego wydarzenia. I ten odrealniony stół, i ten odrealniony krajobraz, i to co rozmywa się w tej przestrzeni, bo te postaci są prawie przezroczyste - to wszystko ma nas skłonić nie do kontemplowania i rozważania samego wydarzenia w takim ludzkim pojmowaniu tej historii, tylko próby oderwania się od ziemi i spojrzenia zupełnie inaczej, głębiej - wyjaśnia.

UKRZYŻOWANIE Z INNEJ PERSPEKTYWY

Salvador Dali przedstawił również ukrzyżowanie. Malując „Chrystusa świętego Jana od Krzyża” zainspirował się starym rysunkiem, ale tworząc ten obraz, sięgnął po metody pracy wprost z Hollywood.

- W tym czasie, kiedy Dali przeżywał zwrot ku religii, zobaczył bardzo interesujący rysunek, wykonany kilkaset lat wcześniej przez świętego Jana od Krzyża. Rysunek oparty na wizji, której ten święty doświadczył, przedstawiał Chrystusa przybitego do krzyża, ale nie z takiej perspektywy, jaką znamy, czyli z ziemi. Tu perspektywa jest zupełnie inna: Chrystus jest pokazany z góry, z takiej pozycji, z jakiej mógł widzieć Go Bóg. Kiedy Dali zobaczył ten szkic, wtedy zrodził się w nim impuls, by namalować swojego Chrystusa na krzyżu. Sam zresztą mówił, że miał sen, w którym taki Chrystus mu się przyśnił - wyjaśnia Joanna Kaczmarczyk.

Obraz „Chrystus św. Jana od Krzyża”, Salvador Dali, 1951 r., olej na płótnie, 205x116 cm, Kelvingrove Art Gallery and Museum, Glasgow, Szkocja / Fot. Wikipedia

Zanim Dali stworzył obraz „Chrystusa świętego Jana od Krzyża” prowadził staranne badania.

- Namalowanie było poprzedzone rozmaitymi studiami, szkicami. Dali zatrudnił do tego hollywoodzkiego kaskadera - przywiązał go do belki i robił zdjęcia. Na podstawie tych fotografii później powstawały szkice. Chciał zobaczyć, jak będzie wyglądała sylwetka z tej perspektywy - dodaje historyk sztuki.

Nowe spojrzenie pozwala odbiorcy zastanowić się nad znaczeniem wielu biblijnych scen.

- Ta niezwykle ciekawa perspektywa Chrystusa, na którego patrzymy z zupełnie innej strony. On wygląda tak, jakby obejmował ramionami cały świat, nad którym zawisł. Krzyż nie dotyka już Ziemi, co też ma głębokie, symboliczne znaczenie. Ten krzyż unosi się nad wodą, nad jeziorem, do którego brzegu przywiązana jest łódź, widzimy tam również rybaków. I znów, kiedy przypomnimy sobie rozmaite historie biblijne, o tym, jak Chrystus łowił ludzi, przygarniał do swojego kościoła, to nawiązanie jest niezwykle wymowne - zauważa.

Joanna Kaczmarczyk zwraca jednak uwagę także na ciało Chrystusa.

- Na większości ukrzyżowań widzimy umęczone ciało Chrystusa, przybitego do krzyża, z koroną cierniową. Często te obrazy są bardzo dramatyczne w wyrazie. Tymczasem Chrystus na krzyżu Salvadora Dali to pięknie zbudowany, można by powiedzieć jak grecki bóg, mężczyzna, nie widać śladów cierpienia, nie widać śladów umęczenia, śmierci, tego wszystkiego, z czym artyści zmagali się przez całe wieki: jak to cierpienie pokazać. Dali nie przedstawia cierpienia - zaznacza.

To odrealnione ukazanie ukrzyżowania nawiązuje do kolejnych wydarzeń z Pisma Świętego.

- Ten obraz kojarzy się z Wieczerzą w Emaus, kiedy już Chrystus po zmartwychwstaniu spotyka apostołów w drodze do Emaus, a uczniowie Go nie poznają. Dlaczego go nie poznają? Bo nastąpiła przemiana. To już nie jest Chrystus-człowiek, tylko Chrystus-Bóg. Nie widać po nim śladów cierpienia, którego doznał w ostatnich chwilach swojego życia - zauważa Joanna Kaczmarczyk.

TRUDNA HISTORIA

Wielka Niedziela to dzień Zmartwychwstania Pańskiego. Choć to ważne wydarzenie, to w sztuce nie pojawia się często.

- To była trudna do namalowania historia - wyjaśnia historyk sztuki. - Można było oczywiście namalować grotę, odrzucony kamień, przerażonych strażników, pilnujących tego grobu, no i oczywiście sylwetkę zmartwychwstałego Chrystusa. Tak te sceny zresztą zwykle wyglądają - zauważa.

Na tym tle wyróżnia się obraz Matthiasa Grűnewalda „Zmartwychwstanie”. Wprawdzie i tu zobaczymy Chrystusa, grób i żołnierzy, ale obraz jest odrealniony.

- Za Chrystusem jest świetlista kula, która przywołuje skojarzenia z ogromnym słońcem. To już nie aureola, ale światło, które wykracza poza zwyczajną aureolę. Obejmuje niemal całą sylwetkę Chrystusa. Warto zwrócić uwagę na Jego szaty. Na ramionach mają kolor czerwony. To szaty królewskie, Chrystusa zmartwychwstałego, triumfującego. Ale spływając z ramion, ku ziemi, robią się białe - tak jak biały był całun, którym zostało owinięte ciało Chrystusa przed złożeniem do grobu. Tu mamy znów fantastyczne nawiązanie do przypowieści o ziarnie: że jeśli ono obumrze, to wyda plon. Tu widzimy, że rodzi się nowe życie, prawdziwe, to zbawienie, które przyniosło zmartwychwstanie - wyjaśnia.

Obraz „Zmartwychwstanie”, Matthias Grűnewald, ok. 1515 r., olej na desce, 269×307 cm, Musée d'Unterlinden, Colmar, Francja / Fot. Wikipedia

KANON PĘDZLA LEONARDA DA VINCI

Wspólnym mianownikiem wymienionych pracy jest odrealniony sposób pokazywania tematów znanych z Pisma Świętego. Na koniec wspomnimy też o klasyku, czyli „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda da Vinci. To fresk, który znajduje się w refektarzu (jadalni) klasztoru dominikanów przy kościele Santa Maria delle Grazie w Mediolanie. Powstał w latach 1495-1498 na zlecenie księcia Mediolanu, Ludovico Sforzy.

- Można powiedzieć, że to kanon przedstawień, mocno zakorzeniony w kulturze. O tym obrazie i tajemnicach w nim ukrytych już wielu i historyków sztuki i nie tylko pisało - mówi Joanna Kaczmarczyk.

Dodaje jednak, że można się i tym dziele doszukać elementów odrealnienia. - Tłem dla tej kompozycji były otwierające się na pejzaż okna. Więc znów zaglądamy w inny świat i jest to bardzo słuszne skojarzenie - zauważa.

Obraz „Ostatnia Wieczerza”, Leonarda da Vinci, 1495-1498 r., 700×880 cm, tempera, olej, tynk, refektarz klasztoru Dominikanów przy bazylice Santa Maria Delle Grazie, Mediolan, Włochy / Fot. Wikipedia

Tekst ukazał się na portalu radio.kielce.pl 12 kwietnia 2020 roku

STREFA WEEKENDOWA RADIA KIELCE