Dorota Klusek , 25.06.2021

Zapomniana kielecka bizneswoman

Była osobą bez wątpienia wyróżniającą się w Kielcach początku XX wieku, należała do elity miasta. Jako prężnie działająca bizneswoman i filantropka wyprzedzała swoją epokę. Należy do grona zasłużonych kielczan, którymi należałoby się chwalić, jednak jej sylwetkę skryła mgła zapomnienia, a wiele faktów z jej życia wciąż pozostaje tajemnicą. Kim była Maria Kiebabczy?

Oryginalnie brzmiące nazwisko zdradza pochodzenie ormiańskie. Jak jej rodzina znalazła się w Kielcach? Nie wiadomo.

- Według różnych relacji rodzina Kiebabczych pojawiła się w Kielcach pod koniec XIX lub na początku XX wieku - mówi Marcin Kolasa z Muzeum Historii Kielc. - Istnieją też przypuszczenia, że być może zajmowali się handlem wschodnimi tkaninami, ale to wszystko jest raczej w sferze hipotez.

Maria Kiebabczy, atelier Stanisława Rachalewskiego, Kielce, 1888-1898 / źródło: prywatna kolekcja Lindy Hitchcock, jedynej prawnuczki Marii Kiebabczy; mnki.pl

Welodrom, teatr letni i strzelnica

Pierwsze wzmianki na temat rodziny Kiebabczych datuje się na przełom stuleci i dotyczą Dzerona Kiebabczego.

- Dzeron Kiebabczy to imię typowo ormiańskie. Notowane jest w źródłach ormiańskich już w średniowieczu i oznacza starca. Związane jest z biblijną postacią Symeona (Starca) - tłumaczy Paweł Grzesik z Muzeum Narodowego w Kielcach. - Przypuszczam, że z powodu podobnego brzmienia do imienia Zenon, zwykło się go tak nazywać i bardzo często w publikacjach jest określany po prostu jako Zenon Kiebabczy. Nazwisko też zapewne uległo spolszczeniu. Być może, ale to tylko moje przypuszczenie, brzmiało ono Kebabjan, bo faktycznie takie nazwisko istnieje w Armenii i w diasporze. A być może miało turecką końcówką Kebabczi, co mogłoby wskazywać na związki tej rodziny z obszarem tureckim - objaśnia Paweł Grzesik.

Jedno jest pewne, Dzeron był człowiekiem przedsiębiorczym. Wynajmował w Kielcach tor dla cyklistów, który mieścił się na dzisiejszym obszarze między ulicami Czarnowską a Sienkiewicza. Zbudował tam też teatr letni, strzelnicę, bufet, ogrzewaną szatnię.

- Na pewno w 1901 roku prowadził te przedsięwzięcia. Wiemy, że w teatrze w każdy czwartek i w święta grała orkiestra. Zapewne w ten sposób umilała kielczanom pobyt na torze cyklistów - mówi Paweł Grzesik.

Rok 1904 przyniósł zmiany, „Gazeta Kielecka” z 20 stycznia pisała, że teatr letni razem z całym wyposażeniem i dekoracjami jest na sprzedaż.

„Daleko piękniejsze, niż w Warszawie”

Czy już wtedy Dzeron myślał nad nowym biznesem? Trudno powiedzieć, natomiast 5 października 1910 roku w „Gazecie Kieleckiej” pojawiła się notka, zatytułowana: „Kioski do sprzedaży gazet”.

Pan Kiebabczy, utrzymujący przy ul. Dużej agenturę gazet, ustawił piękne kioski przy ul. Rajskiej, w Rynku i Bazarach. W kioskach tych, będących ozdobą ulic powyższych, sprzedawane będą czasopisma i gazety i przyjmowana będzie prenumerata na wszelkie pisma wychodzące w Królestwie, Cesarstwie i zagranicą”.

Kilkanaście dni później, 19 października, ten sam tytuł zachwycał się:

Kioski do sprzedaży gazet, jakie ustawił na ulicach naszego miasta p. Kiebabczy, sądaleko piękniejsze, niż w Warszawie [...]”

- Firma od samego początku miała duży rozmach - zauważa Marcin Kolasa. - Jedyną konkurencją w Kielcach dla Kiebabczego był Józef Unger, który prowadził przy ulicy Dużej księgarnię i również zajmował się kolportażem prasy. Jerzy Jerzmanowski w książce „W starych Kielcach” opisuje historię, jak to panowie ścigali się, kto pierwszy rozkolportuje nowy numer czasopisma w Kielcach. Ta rywalizacja miała taki przebieg, że prasa docierała pociągiem na dworzec kolejowy i pan Unger, który miał pierwszy w Kielcach samochód, przewoził nim paczki z gazetami do swojej księgarni i sprzedawał, a pan Kiebabczy próbował go dogonić bryczkami. Choć  historia ma wymiar anegdoty, faktem jest, że te dwie firmy zajmowały się wówczas w Kielcach kolportażem prasy.

Na zdjęciu kiosk postawiony na Rynku / źródło: mhki.kielce.eu

Maria i Jerzy

Dzenon miał żonę - Annę z Raduszewiczów. Doczekali się dwójki dzieci: córki Marii i syna Jerzego.

- Jerzy urodził się w 1880 roku. Jako absolwent gimnazjum kieleckiego wyjechał do Charkowa, gdzie po ukończeniu szkoły technicznej pracował na kolei - mówi Paweł Grzesik. - Podczas Wielkiej Wojny, jak była nazywana I wojna światowa, Jerzy został raniony odłamkiem granatu, co uniemożliwiło mu karierę na kolei. Wówczas wrócił do Kielc i włączył się w kolportaż prasy. Zmarł w Kielcach, 11 stycznia 1931 roku, w wieku 50 lat. Zostawił żonę - Annę z Nazarianów. Wcześniej pobierał kolejową emeryturę, ceniono go również w lokalnym środowisku dziennikarskim, ponieważ podczas pogrzebu, w imieniu Syndykatu Dziennikarzy Kieleckich, żegnał go sam prezes Adam Winiarski - przypomina Paweł Grzesik.

Maria Kiebabczy, atelier Stanisława Rachalewskiego, Kielce, pocz. XX wieku / źródło: prywatna kolekcja Lindy Hitchcock, jedynej prawnuczki Marii Kiebabczy; mnki.pl

O wiele mniej wiadomo o Marii. Nie ma pewnej daty, mówiącej o tym kiedy się urodziła, nie wiadomo jakie odebrała wykształcenie.

- Miała męża Jerzego, który został zapamiętany w Kielcach jako zagorzały cyklista. Zajmował się chyba głównie sportem - zauważa Paweł Grzesik i dodaje, że przez zbieżność imion, czasami brat i mąż Marii Kiebabczy są ze sobą myleni.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w 1914 roku, po śmierci ojca, to właśnie Maria Kiebabczy przejęła prowadzenie jego biznesów. Historyk z Muzeum Narodowego w Kielcach przyznaje, że w tamtych czasach kobiety rzadko dopuszczane były do tak poważnej działalności.

Na zdjęciu kiosk postawiony na rogu dzisiejszej ulicy Mickiewicza oraz obecnego placu Wolności / źródło: mhki.kielce.eu

Prężnie działająca kobieta biznesu

- To był czas, kiedy kobiety nie miały dostępu do wielu zawodów, dominował model społeczny, w którym rolą kobiety było wyłącznie opiekowanie się domem. Dopiero okres Wielkiej Wojny to zmienił, mężczyźni ginęli na frontach, później oni głównie umierali na grypę hiszpankę stąd kobiety niejako naturalnie przejmowały ich role w gospodarce i tak już pozostało. Wróćmy jednak do roku 1914. Maria Kiebabczy przejęła przedsiębiorstwo. Faktycznie stała się bizneswoman, swoje interesy prowadziła bardzo prężnie i z czasem stała się właścicielką najważniejszej firmy zajmującej się kolportażem prasy w Kielcach - podkreśla Paweł Grzesiuk.

Na pielęgnowaniu rodzinnej firmy jednak nie poprzestała.

- Założyła też Biuro Dzienników Marii Kiebabczy. Tam zatrudniała pracowników: chłopców do roznoszenia gazet, pracownice biurowe. Przyjmowano ogłoszenia, które drukowano i wysyłano też do prasy zachodniej. Firma cieszyła się szacunkiem i zaufaniem prasy zachodnioeuropejskiej - podkreśla Paweł Grzesik.

Prężnie działający biznes rozrastał się. Do trzech kiosków postawionych przez Dzenona Kiebabczego, które mieściły się na rogu dzisiejszych ulic Sienkiewicza i Leśnej, na Rynku oraz u zbiegu ulicy Mickiewicza i placu Wolności dołączył następny.

- W 1924 roku Maria Kiebabczy uzyskała zgodę rady miasta na otwarcie kolejnego, czyli czwartego kiosku, który został zlokalizowany na Krakowskiej Rogatce - dodaje historyk.

Maria Kiebabczy w otoczeniu pracownic Biura Dzienników - siedzi pierwsza z lewej, a obok niej córka Wera, Kielce, lata 20. XX wieku / źródło: prywatna kolekcja Lindy Hitchcock, jedynej prawnuczki Marii Kiebabczy; mnki.pl

Zaangażowana filantropka

W okresie międzywojennym zamieszkała w kamienicy przy ulicy Sienkiewicza 39. W prasie pisano o Marii Kiebabczy głównie jako o przedsiębiorczyni, która prowadziła kioski, ale pojawiają się także informacje, że udzielała się społecznie. Była jedną z osób, która przekazała fundusze na budowę Muzeum Narodowego w Krakowie. Działała także na rzecz lokalnego społeczeństwa.

- Wiemy, że za pośrednictwem Marii Kiebabczy, mieszkańcy kamienic przy ulicy Kolejowej zebrali 110 tysięcy marek polskich na rzecz Ochotniczej Staży Ogniowej w uznaniu dzielności tejże straży podczas gaszenia jednej z kamienic przy tejże ulicy. Maria przeznaczyła na ten cel 22 tysiące marek. Tak „Gazeta Kielecka” donosiła w 1923 roku - mówi Paweł Grzesik.

Firma działała nieprzerwanie także w czasie II wojny światowej.

- Jeszcze w 1945 roku biuro posiadało około dziesięciu punktów sprzedaży w Kielcach. Na pewno działało jeszcze w roku 1946, ponieważ wówczas w biurze pracował Adam Muller, z którym jakiś czas temu miałem kontakt - przypomina historyk. - Obecnie mieszka on w Stanach Zjednoczonych. Natomiast co było po 1946 roku? Nie wiemy. Od tego czasu urywają się informacje zarówno o Marii Kiebabczy jak i o działalności jej biura dzienników - przyznaje Paweł Grzesik.

Z upływem lat z pejzażu Kielc zniknęły charakterystyczne kioski. Dopiero w 2017 roku firma „Kolporter” zrekonstruowała jeden i ustawiła na kieleckim Rynku, choć w innym miejscu niż stał ten sprzed stu laty.

„Very successful business woman”

Nowe światło na życie Marii Kiebabczy rzuciła jej jedyna prawnuczka, Linda Hitchcock.

- W 2016 roku miałem wystawę w Muzeum Dialogu Kultur, oddziale Muzeum Narodowego w Kielcach. Nosiła tytuł „Warsztat ormiański. Kunszt detalu”. Pokazaliśmy na niej nasze zbiory, a także zbiory z innych muzeów związane z kulturą Armenii i Ormian polskich - wspomina Paweł Grzesik. - Cieszyła się dużym zainteresowaniem. I właśnie po tej wystawie napisała do mnie pani Linda Hitchcock ze Stanów Zjednoczonych wyjaśniając, że poszukuje swoich korzeni ormiańskich tutaj w Kielcach i wie tylko tyle, że jej prababcią była „very successful business woman”, która prowadziła kioski z prasą w Kielcach. Wie, że jej imię było Maria, a nazwisko zaczynało się na literę „K”. Oczywiście od razu skojarzyłem tę osobę z opisu z Marią Kiebabczy.

Linda jest córką Kiry, która wyjechała do Stanów Zjednoczonych i tam zmarła w 1976 roku. Z kolei Kira była córką Wery, a Wera - Marii Kiebabczy. Jedną z dwóch.

Ten kontakt z Lindą Hitchcock zaowocował tym, że Paweł Grzesik otrzymał zdjęcia Marii Kiebabczy. Wśród nich są fotografie z atelier Stanisława Rachalewskiego ze schyłku XIX i początku XX wieku, ale pokazują też Marię w towarzystwie współpracowników z biura dzienników. Jest również jej portret powstały najprawdopodobniej w czasie II wojny światowej.

- Widać, jak przez dziesięciolecia zmieniała się, będąc cały czas związana z Kielcami - podkreśla Paweł Grzesik i zaznacza: - Historia Marii Kiebabczy jest bardzo ciekawa i trwa. Cały czas staram się szukać informacji na jej temat. Do tej pory nie wiemy gdzie zmarła, gdzie została pochowana. Robię kwerendy, i w Kielcach, i w innych miastach.

Jest jeszcze wiele pytań dotyczących Marii Kiebabczy, na które trzeba znaleźć odpowiedzi.

Maria Kiebabczy, Kielce, prawdopodobnie okres II wojny światowej / źródło: prywatna kolekcja Lindy Hitchcock, jedynej prawnuczki Marii Kiebabczy; mnki.pl

Ormiańskie rodziny w Kielcach

Paweł Grzesik interesuje się także innymi znanymi rodzinami ormiańskimi w Kielcach. Nie było ich wiele. Kolejną byli Axentowicze.

- Grzegorz Axentowicz w latach trzydziestych XX wieku był dyrektorem Izby Rzemieślniczej w Kielcach. W czasie wojny mieszkał w Warszawie i działał w konspiracji. W piękny sposób zapisał się na kartach historii pomagając Polakom żydowskiego pochodzenia. W latach sześćdziesiątych XX wieku zaangażował się w tworzenie organizacji zrzeszającej Polaków pochodzenia ormiańskiego. Był Polakiem zawsze pamiętającym o swoich ormiańskich korzeniach - przypomina historyk, jednocześnie podkreślając, że historia kieleckich Ormian nie jest dobrze znana.

- To grupa, która etnicznie nie jest polska, ale z jakiegoś powodu wybrała Kielce na swoje miejsce do życia. Wówczas to nie było oczywiste, bo w okresie międzywojennym Ormianie mieszkali przede wszystkim w południowo-wschodnich częściach II Rzeczpospolitej - tłumaczy Paweł Grzesik dodając, że dzieje Ormian w Polsce są wielowiekowe i sięgają średniowiecza. - Armenia to stare państwo, które wielokrotnie było najeżdżane, niszczone - również przez naturalne klęski, takie jak trzęsienia ziemi. Dlatego Ormianie przez całe wieki opuszczali swoją ojczyznę.

Ormianie na ziemiach polskich

- W średniowieczu przyjeżdżali na tereny Królestwa Polskiego. W XIV wieku widzimy ich we Lwowie, gdzie mieli przywileje, udzielone im przez króla Kazimierza Wielkiego. W 1356 roku monarcha zezwolił lwowskim Ormianom, aby sądzili się według swojego prawa. Natomiast w 1367 roku udzielił przywileju pierwszemu ormiańskiemu biskupowi - Grzegorzowi. Król życzył sobie, żeby stolicą dla biskupstwa ormiańskiego czyli kościoła chrześcijańskiego o własnym obrządku w Polsce był Lwów. Z tego też powodu powstała tam katedra ormiańska, która była najważniejszym kościołem dla Ormian polskich - wyjaśnia badacz.

Dużą, bardzo ważną diasporą ormiańską był Kamieniec Podolski, a w XVI wieku istotnym miejscem na mapie polskich Ormian stał się Zamość - w Rzeczypospolitej Obojga Narodów była to najdalej na zachód wysunięta gmina ormiańska.

- Ormianie zajmowali się głownie rzemiosłem i handlem - mówi Paweł Grzesik. - W drugiej połowie XVII wieku, szczególnie po upadku Kamieńca Podolskiego, właściwie oni zmonopolizowali kontakty ze Wschodem. Historyczna Armenia, Turcja, Persja - tam mieli kontakty rodzinne, handlowe, znali języki, więc ten obszar nie był dla nich tajemnicą. Ze swoją ofertą wychodzili naprzeciw oczekiwaniom polskiej szlachty, szczególnie męskiej, która upodobała sobie orientalną modę. Nie przez przypadek mówimy o tym okresie jako sarmackim, o orientalizacji kultury polskiej. W dużej mierze zawdzięczamy ją właśnie Ormianom. Oni stawali się pośrednikami między Rzeczpospolitą Obojga Narodów a wschodnimi państwami. Przy czym wzorce nie były tylko ormiańskie, ale także tureckie, czy perskie. Widać to między innymi w długości szaty męskiej szlachty.

Szlachcianki, choć ubierały się na modłę zachodnioeuropejską, to bazowały na tekstyliach przywożonych ze Wschodu.

- To były rzeczy drogie. Ormianie sprowadzali, albo wytwarzali na miejscu towary najwyższej jakości. Tylko szlachtę, magnatów, króla było na nie stać. Często też więc i sami Ormianie byli bardzo bogatymi ludźmi - zaznacza historyk.

Od Piramowicza do Axentowicza

Na początku Ormianie żyli w swoich gminach, posiadali swoje prawo, ale z upływem czasu coraz bardziej asymilowali się z polskim społeczeństwem. Nawet doszło do tego, że w dobie króla Augusta Poniatowskiego trzech prezydentów starej Warszawy było Ormianami.

- Zmiany przyniósł schyłek XVIII wieku i upadek Rzeczpospolitej - mówi Paweł Grzesik. - Wynikały z kilku powodów. Po pierwsze - już inaczej zarządzano miastami, odchodzono od życia w gminach. Po drugie - nie było już takiego zapotrzebowania na materiały orientalne, bo wówczas w Polsce, także wśród mężczyzn, zaczęła dominować moda zachodnioeuropejska. Po trzecie wreszcie, granice zaborcze przecięły dawne linie wpływów, skończyły się swobodne kontakty. Na początku XIX wieku Ormianie stawali się przedsiębiorcami, zaczęli zasilać też rodzącą się inteligencję polską. Zmienili profil swojej działalności, byli posiadaczami dóbr ziemskich, zakładali warsztaty rzemieślnicze - mówi.

Nie brakuje także przykładów znanych Ormian.

- Polacy znają te nazwiska, może nie wiedząc, że mieli oni pochodzenie ormiańskie. Na przykład Grzegorz Piramowicz, pod koniec XVIII wieku sekretarz Towarzystwa Edukacji Narodowej określanego mianem pierwszego ministerstwa oświaty w Europie; Ignacy Łukasiewicz, farmaceuta i przedsiębiorca, wynalazca lampy naftowej, czy malarz portrecista związany z Akademią Sztuk Pięknych w Krakowie, Teodor Axentowicz - wymienia historyk.

Pozostał ślad po Kiebabczych

Chaczkary, czyli krzyżowe kamienie można zobaczyć przy Zespole Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach (na zdjęciu) oraz na Świętym Krzyżu / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

O obecności Ormian, także w Kielcach, świadczą chaczkary, czyli krzyżowe kamienie. Zostały postawione kilka lat temu. Można je zobaczyć przy Zespole Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach, a także niedaleko wejścia do kościoła na Świętym Krzyżu.

Natomiast o istnieniu ormiańskiej rodziny Kiebabczych przypomina replika kiosku na Rynku. Postać samej Marii Kiebabczy ma też upamiętnić mural na ścianie jednego z kieleckich wieżowców.

Doktor Paweł Grzesik zapowiada, że dalej będzie szukał informacji o pierwszej kieleckiej bizneswoman, a osoby, które mają wiedzę na temat losów rodziny Kiebabczych prosi o kontakt. Ich historia godna jest zapamiętania.

Replika kiosku na Rynku / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce

STREFA WEEKENDOWA RADIA KIELCE