Białystok. Śmierć strażaków w czasie gaszenia magazynu. Są zarzuty dla dowodzącego akcją

Data publikacji: 30.06.2020 14:32
Kategoria: Wiadomości z kraju /Źródło: PAP
Komentarze
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Jarosław Kubalski / Radio Kielce

Zarzut nieumyślnego niedopełnienia obowiązków, skutkujących nieumyślnym narażeniem strażaków na utratę zdrowia lub życia postawiła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku kierującemu akcją gaśniczą, w której ponad 3 lata temu zginęło dwóch białostockich strażaków. W gaszonej hali magazynowej weszli oni na podwieszany sufit, który się pod nimi zawalił.

Dowodzący akcją w fazie, gdy doszło do wypadku, to jedyna osoba z zarzutami w tej sprawie.

- Jako kierujący akcją ratowniczą nieumyślnie nie dopełnił swoich obowiązków służbowych, to jest nie zebrał w sposób dostateczny informacji na temat konstrukcji i umiejscowienia - znajdującego się w budynku - podestu technicznego i sufitu od znajdującego się na miejscu zdarzenia użytkownika budynku, w wyniku czego, wchodzący w skład roty rozpoznawczej funkcjonariusze PSP zostali nieumyślnie narażeni przez niego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - poinformował rzecznik tej prokuratury Łukasz Janyst.

W ocenie śledczych źródłem obowiązku, którego niedopełnienie zarzucono podejrzanemu, są zapisy rozporządzenia MSWiA z 2008 roku, w sprawie szczegółowych warunków bezpieczeństwa i higieny służby strażaków. W art. 53 tego rozporządzenia jest mowa m.in. o tym, że podczas akcji ratowniczej uwzględniając poziom dowodzenia kierujący taką akcją rozpoznaje zagrożenia, informuje o ich występowaniu oraz wydaje polecenia mające na celu właściwe zabezpieczenie strażaków przed ich następstwami.

Podejrzany odmówił w śledztwie, które zmierza ku końcowi, składania wyjaśnień. Prokuratura zaznacza, że zarzucone mu przestępstwo ma charakter nieumyślny; zagrożone jest grzywną, karą ograniczenia wolności lub do dwóch lat więzienia.

- Nie ma bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego między tym niedopatrzeniem, czy też zaniechaniem (ze strony dowodzącego akcją) a śmiercią; niewątpliwie było narażenie (na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu) - dodał prokurator Janyst.

Do śmiertelnego wypadku w akcji gaśniczej w Białymstoku doszło 25 maja 2017 roku. Wybuchł wówczas pożar dużej hali magazynowej. Przechowywano w niej m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opony. Akcja trwała kilka godzin, uczestniczyło w niej ponad stu strażaków.

W działaniach zginęło dwóch strażaków z komendy miejskiej PSP w Białymstoku. Mieli 26 i 29 lat i 4-letni staż w służbie. Według relacji przekazanej dziennikarzom dzień po tragedii przez komendanta głównego PSP Leszka Suskiego zadaniem tych strażaków było rozpoznanie sytuacji w płonącym magazynie. Jak wynikało wtedy ze wstępnych ustaleń, na piętrze, przy słabej widoczności i dużym zadymieniu, weszli oni na podwieszany sufit, który się pod nimi zawalił.

Śledztwo w sprawie pożaru i akcji strażaków prowadzi od ponad trzech lat białostocka prokuratura okręgowa. Na początku 2018 roku doszła do wniosku, że potrzebuje niepojedynczych ocen różnych specjalistów, ale kompleksowej opinii biegłych.

Okazało się, że takimi dysponuje Szkoła Główna Służby Pożarniczej w Warszawie. Wcześniej śledczy zebrali wszystkie możliwe dowody, dodatkowo przesłuchiwali świadków i zbierali ekspertyzy, by możliwie pełen materiał trafił do tych biegłych. Ostatecznie jednak ci specjaliści takiej opinii przygotować nie mogli, bo pracowali w tym charakterze dla potrzeb wewnętrznego postępowania kontrolnego, które po pożarze i wypadku prowadziła Komenda Główna PSP.

Śledztwo zostało też wtedy czasowo zawieszone, bo prokuratura poszukiwała innego zespołu biegłych, niezwiązanych ze szkołą służby pożarniczej, którzy mieliby kompetencje do przygotowania takiej opinii. Ostatecznie znaleźli ich w centrum badań kryminalistycznych w Szczecinie. Opinia wpłynęła do prokuratury jesienią 2019 roku, potem jeszcze konieczna była uzupełniająca, bo do jej wniosków składane były zastrzeżenia.

Prokurator Janyst dodał, że śledztwo w tej sprawie zmierza ku końcowi.

adv adv
Wiadomości
Reklama