MUZYKA. Odwołane koncerty i zupełnie nowe utwory

Data publikacji: 31.12.2020 15:20
Autor: Paweł Solarz / Kategoria: Wiadomości z regionu
Andrzej Piaseczny

Andrzej Piaseczny
Fot. Wiktor Taszłow / Radio Kielce

Miniony rok nie należał do najłatwiejszych. Pandemia pokrzyżowała plany każdej dziedzinie życia. I teraz wszyscy cieszymy się, że ten nieszczęsny 2020 już jest za nami. Światełkiem w tunelu dla wszystkich ma być szczepionka na SARS-CoV-2, wierząc, że prędko będziemy wracać do życia sprzed pandemii. A czy ktoś zadał sobie pytanie, jaki byłby 2020 w muzyce, gdyby nie koronawirus?

Spróbuję dokonać takiej subiektywnej analizy. Gdyby nie COVID-19 zobaczylibyśmy koncerty gigantów muzyki popularnej. Na zaplanowane występy mieli przyjechać do nas Nick Cave, Iron Maiden, Deep Purple, Slash i Guns N’ Roses, Celine Dion, Pearl Jam, czy Aerosmith. Na cyklicznych, dużych o światowej renomie festiwalach, mieli zagrać – na przykład w Gdyni na Openerze – Michael Kiwanuka, Taylor Swift, czy Twenty One Pilots. Wszystkie te koncerty zostały, albo odwołane, albo przełożone na nowy rok. Tak, jak koncert Celine Dion, która wystąpi w Polsce 13. i 15. maja w Krakowie i Łodzi. Ponadto artyści zapowiedzieli, że te „nowe” ich koncerty będą nie tylko z nową oprawą, ale też premierowymi UTWORAMI!

Płyta The Rolling Stones – „Living In A Ghost Town”Fot. wikipedia

Czy ktoś z nas myślał, że gdyby nie wirus, powstałaby piosenka „Living In A Ghost Town” opowiadająca o życiu w czasach pandemii? Na pewno nie! A tak Stonsi napisali, nagrali i wydali pierwszy, nowy utwór od ośmiu lat. Poza tym, jak mówił Mick Jagger, piosenka powstawała inaczej niż zwykle, mimo że prace nad nią zaczęły się jeszcze w 2019 roku. Była nagrywana w domach Kietha, Charliego i Rona. Jestem przekonany, że gdyby nie czas pandemii, The Rolling Stones nie zdecydowaliby się również na wydanie płyty koncertowej z dodatkowymi, niepublikowanymi dotąd piosenkami, a we wrześniu nie otworzyliby przy Carnaby Street w londyńskiej dzielnicy Soho swojego pierwszego, oficjalnego sklepu!

Podobnie, jak słynni Stonsi, nowy utwór „Jutro” nagrał Andrzej Piaseczny. Piasek pytał w nim, czy „gdyby jutro miało przyjść, nie tak znów dużo lepsze niż dzisiaj, czy wystarczy mały cud, czy to cud zatłoczone ulice?”. Potem poznaliśmy „Przeczytaj mnie”, a w pierwszym kwartale 2021 roku usłyszymy „pandemiczną”, za to optymistyczną i inną niż dotąd płytę Andrzeja na jego 50.

W minionym roku nie zobaczyliśmy na przykład koncertów w ramach OFF Festivalu, ale za to Artur Rojek wydał znakomitą pytę „Kundel”. Krzysztof Zalewski zdecydował się na wydanie, długo zapowiadanego albumu o przekornej nazwie „Zabawa”. Natomiast Natalia Kukulska połączyła muzykę Fryderyka Chopina z nowoczesnością aranżacji i jej tekstami, tworząc pełną emocji i wrażeń płytę. Chopinowskie etiudy, polonezy i walce nabrały dzięki temu nowego, energetycznego wyrazu. W rozmowie z Pawłem Solarzem wokalistka przyznała, że album powstał, bo miała bardzo dużo czasu na jego realizację. Pewnie, gdyby nie było pandemii rodzinny klan Waglewskich nie zaserwowałby nam wydawnictwa „Duchy ludzi i zwierząt”. To także współczesne ICH postrzeganie świata. A Matt Dusk opowiedział słuchaczom Radia Kielce w programie „Made in Kielce” o płycie na uczczenie 105. urodzin jego mistrza - Franka Sinatry. Zapowiedział jednocześnie cykl przyszłorocznych koncertów po Polsce. Może nawet wystąpi w Kielcach.

Matt DuskFot. mat. prasowe

Okres wirusowej izolacji, w tym brak koncertów, sprawił, że wykonawcy zaczęli szybciej realizować swoje plany. Krzysztof Kasowski nagrał premierową piosenkę „Miasto Funk”, puszczając oko do słuchaczy, że ma pomysł na płytę. Kasia Lisowska – na co dzień podpora głosu Piasecznego – obroniła śpiewająco doktorat, a kielczanie z grupy WAVE pokazali znakomity album „Dream”, z którego piosenki, pojawiły się na listach przebojów prezentujących rock alternatywny w kraju i za granicą. Wspólne siły kielecko-poznańskie, czyli Karol Łakomiec i Kasia Zielińska (znana jako Kasia Lins) wydały bardzo dobrze przyjęty i nagrodzony album „Moja wina”, zrealizowany zresztą pod Kielcami.

Budka Suflera – wreszcie po 40 latach! – nagrała po raz pierwszy płytę z Felicjanem Andrzejczakiem. Szkoda, że jej premiery nie doczekał Romuald Lipko. Rozpoczętych kolejnych kompozycji nie dokończą również Krzysztof Penderecki czy Ennio Morricone. Na koncertach nie obejrzymy już Piotra Szczepanika i Eddie Van Halena. W 2020 roku zmarły Ewa Demarczyk i Wanda Narkiewicz-Jodko, jedna z wokalistek słynnych Alibabek. Swoich ukochanych countrowych kompozycji dla grupy U Ojca nie nagra też kielczanin Wojtek Stachurski.

Pewnie gdyby nie niebezpieczny wirus w 2020, jak w latach ubiegłych, chodzilibyśmy na koncerty i słuchalibyśmy dużej liczb wydawanych płyt. Dzisiaj jednak mamy dokonaną przez samych autorów selekcję muzyki. Ci, którzy zdecydowali się na jej upublicznienie na płytach, zrobili to z pełną odpowiedzialnością, dając nam produkt najlepszy, jaki mogli stworzyć w tych trudnych dla każdego czasach.

Jestem przekonany, że gdybyśmy żyli w takim, jak dotąd pędzie, o większości tych utworów, płyt, czy teledysków już byśmy zapomnieli. A tak niebezpieczny wirus spowodował inną jakość i inne spojrzenie na muzykę. Ale lepiej, żeby sobie poszedł w niepamięć. I jeszcze jedno. Przez pandemię SARS-CoV-2 Phil Collins, Mike Rutheford i Tony Banks postanowili przygotować premierowe piosenki i koncerty Genesis. Muszę być przynajmniej na jednym!

Reklama