Osiem lat więzienia dla pijanego kierowcy z Ostrowca

Data publikacji: 07.09.2020 15:51
Autor: Emilia Sitarska / Kategoria: Wiadomości z regionu
07.09.2020. Ostrowiec Świętokrzyski. Odczytanie wyroku w sprawie Mateusza Z.

07.09.2020. Ostrowiec Świętokrzyski. Odczytanie wyroku w sprawie Mateusza Z.
Fot. Emilia Sitarska / Radio Kielce

Osiem lat pozbawienia wolności, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, a także zapłata nawiązki na rzecz poszkodowanej i jej rodziny oraz spłacenie części kosztów procesowych - to kara dla Mateusza Z., który 25 grudnia 2017 roku pijany wjechał w dwie kobiety na przejściu dla pieszych na ulicy Polnej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Do zdarzenia poszło w nocy, tuż po pasterce.

Sędzia Dariusz Barczak zaznaczył, że na poczet zasądzonej kary wlicza się już areszt, który trwał 18 miesięcy. Jak mówi, wątpliwości nie budzi sam fakt przebiegu wypadku, bo do tego także przyznał się sam oskarżony. Jechał z nadmierną prędkością, przekraczającą 80 km/h.

Wyłączną przyczyną wypadku jest nieodpowiednie zachowanie oskarżonego. Jedna z pieszych, na skutek odniesionych obrażeń zmarła, druga doznała ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, przez co do końca życia nie odzyska sprawności.

Mężczyzna utrzymywał, że został pobity, w związku z tym wsiadł do samochodu, aby uciec przed oprawcami. Z kolei prokuratura wraz z pełnomocnikami oskarżycieli posiłkowych uznali, że Mateusz Z. wsiadł do samochodu z premedytacją.

Sędzia Dariusz Barczak podkreśla, że opinia biegłego psychiatry nie wskazuje na ograniczenie świadomości w tamtym momencie. Nagranie z monitoringu na osiedlu Słonecznym, gdzie Mateusz Z. miał zostać pobity, nie wskazuje aby działał w stresie. Dariusz Barczak dodaje, że Mateusz Z. zamiast odjechać od razu w kierunku ulicy Polnej, najpierw objeżdża osiedle Słoneczne, a także przejeżdża samochodem tuż obok osób, które miały go pobić. Według niego nie tak zachowuje się osoba obawiająca się swoich oprawców.

Mateusz Z. po wypadku uciekł z miejsca zdarzenia, następnie porzucił samochód i wyrzucił kluczyki. Wymyślił historię, że auto zostało skradzione. Ostatecznie przyznał się, że to on doprowadził do wypadku.

Mateusz Z. był już wcześniej karany, odbywał karę w zawieszeniu. Wyrok jest nieprawomocny, stronom przysługuje od niego odwołanie.

Reklama