Pięć bocianiątek w gnieździe. Ornitolog: to rzadkość

Data publikacji: 24.07.2021 17:21
Autor: Emilia Sitarska / Kategoria: Wiadomości z regionu
24.07.2021. Wszachów. Gniazdo z pięcioma bocianiątkami

24.07.2021. Wszachów. Gniazdo z pięcioma bocianiątkami
Fot. Emilia Sitarska / Radio Kielce

Młode bociany szykują się do pierwszych lotów. Pojedyncze osobniki już próbują swoich sił. To kwestia czasu, kiedy wszystkie będą mogły samodzielnie udać się na żer. Na razie można zaobserwować ptasią gimnastykę w gniazdach np. rozprostowywanie skrzydeł.

- To dobry rok dla bocianów - twierdzi Jan Łucki ze Wszachowa w gminie Baćkowice. Na jego podwórku gniazdo istnieje od około 30 lat, więc co roku z domownikami obserwuje ptasie rodziny. W tym roku padł rekord, bo wykluło się aż pięć piskląt. Teraz wszyscy czekają aż zaczną latać.

- Były takie lata, że wykluwały się po trzy, cztery bociany, był też jeden. Na początku myśleliśmy, że w tym roku są cztery, ale żona wypatrzyła, że jest ich aż pięć. I jak zaczęły rosnąć to faktycznie, naliczyliśmy pięć dziobów - opowiada mieszkaniec Wszachowa.

Jak dodaje, zawsze chciał, aby bociany sprowadziły się na jego działkę. Na początek przystosował starego dęba i, ku jego uciesze, ptaki się pojawiły. Dąb jednak nie przetrwał próby czasu, a rodzina zamontowała nowy słup, który stoi do dziś.

Ornitolog Jarosław Sułek mówi, że bociany, wyczuwając dobrą aurę pogodową, składają więcej jaj. Tak było w tym roku. Nie przeszkadzał uporczywy deszcz i chłód, choć wiosna nie napawała optymizmem.

- Pięć bocianiątek w gnieździe to rzadkość, to rekord, choć słyszałem kiedyś o sześciu. To duże wyzwanie dla rodziców, ale ten rok nie jest najgorszy pod względem bazy pokarmowej, więc jest szansa, że młode zostaną wykarmione - uważa ornitolog.

Rodzina Jana Łuckiego bała się o zdrowie piątego bocianiątka, które było najsłabsze. Szukali pomocy, chcieli dowiedzieć się jak mu pomóc, czym go dokarmić, aby nabrał sił. Na szczęście, po kilku dniach najmłodszy z boćków dogonił w rozwoju swoje rodzeństwo.

Jarosław Sułek podkreśla, że teraz nie należy podkarmiać młodych ptaków, ponieważ można im dodatkowo zaszkodzić, np. bakterią.

Zofia Łucka, żona pana Jana, mówi, że zawsze zżywa się z bocianami. Moment kiedy odlatują, jest dla niej bardzo smutny. Jak dodaje, każdy dzień zaczyna od wyjrzenia przez okno, aby zobaczyć, co dzieje się w gnieździe. Członkowie rodziny podkreślają, że w czasie pandemii obserwowanie bocianów to ciekawa rozrywka. Można usiąść przed domem i podziwiać młode, a także moment karmienia. Jan Łucki mówi, że kilka dni temu rodzice przynieśli żmiję lub zaskrońca.

W połowie sierpnia rozpoczną się „bocianie sejmiki”, podczas których ptaki gromadzą się w stada liczące kilkadziesiąt osobników. Do tego czasu młode boćki będą trenować skrzydła i umiejętności polowania.

Reklama