Remis z Arką. Korona opuszcza ekstraklasę

Data publikacji: 03.07.2020 22:51 / Data aktualizacji: 03.07.2020 23:47
Kategoria: Sport /Źródło: PAP
03.07.2020. Kielce. Mecz Korona Kielce - Arka Gdynia

03.07.2020. Kielce. Mecz Korona Kielce - Arka Gdynia
Fot. Wiktor Taszłow / Radio Kielce

Piłkarze Korony spadli z ekstraklasy. Kielczanie zremisowali 1:1 z Arką Gdynia.

Wychodząc na spotkanie z Arką piłkarze Korony wiedzieli, że drużyna po 11 sezonach z rzędu spędzonych w ekstraklasie, kolejny spędzi na jej zapleczu. Gdynianie, aby przedłużyć swoje i tak niewielkie szanse na utrzymanie, nie mogli sobie pozwolić w Kielcach na porażkę.

Jeszcze przed meczem Dirk Hundsdorfer, przedstawiciel rodziny większościowych właścicieli Korony, poinformował w specjalnym oświadczeniu, że nawet w przypadku spadku do pierwszej ligi będą dalej wspierać zespół ze stolicy regionu świętokrzyskiego.

Kielczanie rozpoczęli ze sporym animuszem i kilkakrotnie gościli pod bramką Pavelsa Steinborsa. Prowadzenie jednak objęli goście. W szóstej minucie po szybkiej kontrze gdynian, Marcusa Viniciusa faulował pomocnik Korony Ognjen Gnjatic. Do piłki ustawionej 30 m przed kielecką bramką podszedł Michał Nalepa, który precyzyjnym uderzeniem pokonał Marka Kozioła.

13 minut później kielczanie nie wykorzystali idealnej sytuacji do wyrównania. Przed polem karnym Arki piłkę przejął Jakub Żubrowski. Jacek Kiełb podał do Petteri Forsella, ale strzał napastnika Korony świetnie obronił Steinbors, a dobitka Fina była już niecelna.

Podopieczni trenera Macieja Bartoszka osiągnęli sporą przewagę, chcąc jak najszybciej zmienić niekorzystny wynik, ale w decydujących momentach brakowało im precyzji. Od 31. minuty zawodnicy Korony nie mogli już liczyć na podpowiedzi ze strony szkoleniowca, bo ten po drugiej żółtej kartce został odesłany na trybuny. Już w doliczonym czasie gospodarze mieli kolejną szansę na wyrównanie. Sam na sam z łotewskim bramkarzem Arki znalazł się Grzegorz Szymusik, ale obrońca Korony zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i jego uderzenie zostało zablokowane przez Adama Dancha.

Sześć minut po przerwie w dogodnej pozycji znalazł się kapitan kielczan Adnan Kovacevic, ale strzał Bośniaka bez problemów obronił Steinbors. Kielczanie atakowali z impetem, ale marnowali kolejne szanse. W 66. min, po dośrodkowaniu Michaela Gardawskiego, Żubrowski zgrał piłkę do Kiełba, ale ten w idealnej sytuacji uderzył niecelnie.

Ambicja gospodarzy w końcu została nagrodzona. Na dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Forsell dośrodkował w pole karne, Szumusik przedłużył piłkę do Kovacevica, ten zagrał dokładnie do Tzimopoulosa, który głową z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Podbudowani bramką kielczanie atakowali dalej i trzy minuty później mogli nawet wyjść na prowadzenie, ale strzał Kiełba bramkarz Arki sparował na rzut rożny. Po chwili doszło do ostrego spięcia między piłkarzami obu drużyn. Żółtymi kartkami zostali ukarani Kozioł, Adam Marciniak i Szymusik.

Pod koniec szanse na rozstrzygnięcie spotkania na swoją stronę mieli gdynianie, ale już w doliczonym czasie gry nie wykorzystali ich Fabian Serrarens i Kamil Antonik. Korona opuszcza ekstraklasę, a ich piątkowy rywal ma już tylko iluzoryczne szanse na uniknięcie degradacji.

PO MECZU POWIEDZIELI:

Maciej Bartoszek (trener Korony Kielce): - Chcieliśmy dzisiaj podziękować naszym kibicom za ich wiarę i wsparcie do końca, że uda nam się uratować ekstraklasę. Musimy ich przeprosić, bo nie udało nam się tego dokonać. W każdym meczu staraliśmy się dać z siebie wszystko, niestety nie udało się. Na pewne inne rzeczy nie mamy wpływu, a w pewnych sytuacjach jesteśmy bezsilni. Ale mogę obiecać, że będziemy opuszczali ekstraklasę z honorem. A co do meczu, przepiękny strzał Nalepy z rzutu wolnego, ale czy wcześniej był faul? Wydawało mi się, że nie. Najważniejsze, że zespół pragnął zwycięstwa w tym meczu. Mimo że znaliśmy wynik z Łodzi, to, jak wszyscy widzieli, walczyliśmy za honor i dumę barw, których bronimy.

Ireneusz Mamrot (trener Arki Gdynia): - Dobrze rozpoczęliśmy to spotkanie, chcieliśmy grać wysoko pressingiem. Potem wpadła bardzo ładna bramka Michała Nalepy z rzutu wolnego. Z upływem każdej minuty cofaliśmy się coraz niżej, a Korona stworzyła do przerwy dwie, trzy dobre sytuacje. W ostatniej chwili tę piłkę wybijaliśmy, albo interweniował Pavels Steinbors. W pierwszej połowie nie stworzyliśmy już sobie żadnej sytuacji. Po przerwie znów chcieliśmy przesunąć grę wyżej, ale nie za bardzo nam to wychodziło, aż do momentu utraty bramki. Ten gol, który straciliśmy sprawił, że zaczęliśmy grać agresywniej i to przełożyło się w końcówce na dwie dobre sytuacje. Zabrakło nam przede wszystkim utrzymania się przy piłce i kreowania sytuacji przy naszym prowadzeniu 1:0. Remis jest dla nas w tym spotkaniu jak porażka. Ten jeden punkt nie został zdobyty, straciliśmy dzisiaj dwa punkty. Z przebiegu meczu ten wynik jest jednak sprawiedliwy.

 

Korona Kielce - Arka Gdynia 1:1 (0:1).

Bramki: 0:1 Michał Nalepa (6-wolny), 1:1 Themistoklis Tzimopoulos (81-głową).

Żółta kartka - Korona Kielce: Milan Radin, Michael Gardawski, Ognjen Gnjatic, Grzegorz Szymusik, Marek Kozioł. Arka Gdynia: Marcus Vinicius, Mateusz Młyński, Luka Maric, Jakub Wawszczyk, Adam Marciniak.

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 1 046.

Korona Kielce: Marek Kozioł - Grzegorz Szymusik, Adnan Kovacevic, Themistoklis Tzimopoulos, Michael Gardawski - Andres Lioi (64. Daniel Szelągowski), Jakub Żubrowski, Milan Radin (75. Dawid Lisowski), Ognjen Gnjatic, Jacek Kiełb - Petteri Forsell.

Arka Gdynia: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Luka Maric, Adam Danch, Adam Marciniak - Mateusz Młyński (84. Kamil Antonik), Marcus Vinicius (64. Jakub Wawszczyk), Michał Nalepa, Marko Vejinovic, Maciej Jankowski - Oskar Zawada (59. Fabian Serrarens).

Reklama