TELEFON INTERWENCYJNY. Pobicie pacjentki to pomówienie?

Data publikacji: 17.09.2020 13:33
Autor: Emilia Sitarska / Kategoria: Wiadomości z regionu
Na zdjęciu: szpital w Ostrowcu Św.

Na zdjęciu: szpital w Ostrowcu Św.
Fot. Jarosław Kubalski / Radio Kielce

Wbrew doniesieniom rodziny, w ostrowieckim szpitalu nie doszło do pobicia 91-letniej pacjentki. Takie wnioski wyciągnęła dyrekcja placówki, po przeprowadzeniu wewnętrznego dochodzenia.

Z relacji naszej słuchaczki, która zadzwoniła na numer telefonu interwencyjnego wynikało, że w lipcu tego roku, pielęgniarka miała pobić starszą kobietę na oddziale wewnętrznym drugim. Wcześniej, rodzina pacjentki podobne oskarżenia umieściła na prywatnym profilu w portalu społecznościowym.

Dyrektor naczelny szpitala Andrzej Gruza jest przekonany, że do takiej sytuacji w szpitalu nie doszło. Wnuczka pacjentki, jego zdaniem, nie dokonała gruntownego rozeznania sytuacji, a opisując sytuację w Internecie kierowała się emocjami, a nie dowodami.

– Ludzie starsi w szpitalu często bardzo źle się czują, ale nie dlatego że są źle traktowani, ale z tego powodu, że są w innym środowisku. To może być przyczyną niezadowolenia – uważa Andrzej Gruza. Dodaje, że 91-letnia pacjentka nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń.  

Dr Adam Karolik, dyrektor ds. lecznictwa podkreśla, że zanim wpłynęła oficjalna skarga, personel znał już wpis z mediów społecznościowych. Wtedy zaczęto wyjaśniać sprawę. Przeprowadzono szczegółowy wywiad z pracownikami oddziału. Adam Karolik odwiedził także jedną z pacjentek, której stan pozwalał na rozmowę.

– Ta pani bardzo szczegółowo opisała mi obserwacje i wrażenia z pobytu w szpitalu. Absolutnie taka sytuacja nie miała miejsca, pani wręcz wypowiadała się w superlatywach – dodaje Adam Karolik.

Siniaki u 91-letniej pacjentki, dyrektorzy tłumaczą częstymi pobraniami krwi, w tym przypadku krew była także przetaczana. Adam Karolik dodaje, że osoby starsze, które są schorowane, boli nawet zmiana pozycji na łóżku. Dyrekcja nie dowierza też, aby wśród personelu była osoba, która specjalnie zniszczyłaby aparat słuchowy.

– Nie ma na to żadnego dowodu i ja nie wiem jak było. Czy aparat był uszkodzony wcześniej, a może pacjentka go uszkodziła lub ktoś to zrobił. Nie mamy pojęcia, ale rzucanie tak pochopnych oskarżeń nie powinno mieć miejsca – mówi Andrzej Gruza.

Dyrektor naczelny zwrócił się do wnuczki pacjentki o sprostowanie postu na Facebook’u oraz o przeprosiny. W razie niespełnienia żądań, dyrekcja szpitala poważnie rozważa skierowanie sprawy do sądu. Zabiega też o to personel pielęgniarski.

Reklama