To co się tu stało, to katastrofa ekologiczna - mówią ludzie w Rębowie

Data publikacji: 11.08.2020 22:46
Autor: Marta Gajda / Kategoria: Wiadomości z regionu
11.08.2020. Rębów. Katastrofa ekologiczna. Na zdjęciu (od lewej): Janusz Wilczyński, Marian Jaworski – członek zarządu Koła Nida Sobków i  Stefan Koston

11.08.2020. Rębów. Katastrofa ekologiczna. Na zdjęciu (od lewej): Janusz Wilczyński, Marian Jaworski – członek zarządu Koła Nida Sobków i Stefan Koston
Fot. Marta Gajda / Radio Kielce

Mieszkańcy i wędkarze nie kryją oburzenia po zdarzeniu, do którego doszło w Rębowie w powiecie pińczowskim.

- To co się tu stało to katastrofa ekologiczna – uważają.

Na rzece Nidzie w okolicach zbudowanej elektrowni wodnej zginęło tysiące ryb, w tym chronionych gatunków takich jak np. minoga, czy małże słodkowodne. Do tak wielkich szkód w środowisku, miało dojść pod koniec lipca poprzez opuszczenie zastaw na zaporze. Najprawdopodobniej gwałtowny spływ wody przyczynił się do tego, że ryby zostały na płyciźnie. W konsekwencji się udusiły.

Stefan Koston z Kliszowa podkreśla, że widok lezących na ziemi martwych ryb był przerażający.

- To się już stało prawdopodobnie w czwartek, 30 lipca. Wszystko pozdychało. Narybek, raki, węgorze. Na skutek nieprzemyślanego działania, przy wysokiej temperaturze, na nieszczęśliwe efekty nie trzeba było długo czekać. W przypadku ryb, to są minuty – zaznacza.

Dodaje, że takie działania często są tu praktykowane, aby oczyścić turbinę z piasku, tak by miała większy pęd, siłę wytwarzania prądu. - Nikt jednak tego nie pilnuje – zaznacza.

Z kolei zdaniem Janusza Wilczyńskiego to tragedia dla środowiska, które zlokalizowane jest na obszarze Natura 2000 Dolina Nidy.

- Czy za tak wielką stratę ktoś w końcu zostanie pociągnięty do odpowiedzialności? – pyta. - Serce boli. Tyle się mówi o ochronie środowiska itd. To natura, którą trzeba ratować. My jako przedstawiciele związku wędkarskiego cały czas walczymy o to, żeby żyć z naturą w zgodzie. Właściciel tamy robi, co chce. To rzeczy dla nas nie zrozumiałe – zaznacza.

Robert Tęcza, prezes Koła Małża w Pińczowie  podkreślił, że przez nieplanowany ruch na rzece w Rębowie, poziom wody w starorzeczach i na zalewie w Pińczowie obniżył się o pół metra. To jak dodaje, drastyczny spadek. Uważa, że ten obiekt w Rębowie musi być pod stałym nadzorem.

- Obiekt musi funkcjonować zgodnie z przyrodą. Muszą być drożne przepławki, aby woda miała naturalny przepływ – zaznacza.

Na nieudrożnione w tym miejscu tzw. przepławki zwraca także uwagę Marian Jaworski, członek zarządu Koła Nida Sobków. Dodaje, że w tej sprawie pisał do Polskiego Związku Wędkarskiego.

- Sprawę skierowaliśmy do zarządu w Kielcach. Miały być przepławki sprawne, jedna część zapory miała być otwarta. Niestety to jest nie do upilnowania. Sytuacje musielibyśmy na bieżąco monitorować.

Sprawa została zgłoszona do prokuratury.

Reklama