U 30 proc. chorych na depresję standardowa terapia nie działa. Co może pomóc?

Data publikacji: 02.07.2020 15:58
Kategoria: Zdrowie /Źródło: PAP
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Tawan Chaung/Shutterstock.com

U 30 proc. osób z depresją standardowe metody leczenia nie są skuteczne. Nadzieją dla tych chorych są nowe terapie – mówili specjaliści w czwartek podczas konferencji prasowej online. Najważniejsze jest jednak, by osoby z depresją zgłaszały się po pomoc – podkreślali.

Podczas czwartkowej konferencji zainaugurowano kampanię społeczno-edukacyjną „Depresja? Nie”. Jej celem jest uwrażliwienie społeczeństwa na problemy osób z depresją, edukacja na temat jej objawów, możliwości leczenia. Na stronie internetowej kampanii (www.depresjanie.pl) można znaleźć m.in. aktualną mapę ośrodków specjalizujących się w kompleksowym leczeniu chorych na depresję, w których można uzyskać pomoc.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że na depresję cierpi na świecie ok. 350 mln osób, w tym 40 mln Europejczyków. Liczbę osób z depresją w Polsce szacuje się na 2 mln.

- Depresja to nie jest zwykły smutek. To bardzo poważna choroba - zaznaczyła prof. Dominika Dudek, kierownik Katedry Psychiatrii i Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego na lata 2022–25.

Jak dodała, smutek jest tylko jednym z objawów depresji. Naturalnie smutek mija, gdy mija powód do odczuwania go, albo gdy spotka nas coś przyjemnego.

- W depresji tak się nie dzieje. Smutek może nachodzić osobę z depresją w następstwie trudnych wydarzeń, ale też bez konkretnej przyczyny - tłumaczyła specjalistka.

Drugim tzw. osiowym objawem depresji jest anhedonia, czyli brak zdolności do odczuwania przyjemności. Dodatkowo depresji towarzyszą objawy fizyczne, takie jak zmęczenie, wyczerpanie, brak energii i chęci do działania, apatia, a także zaburzenia snu i rytmów okołodobowych zaburzenia apetytu, spadek libido, negatywne myślenie o sobie i otaczającym świecie, poczucie winy. Do tego dochodzą problemy natury poznawczej – problemy z pamięcią, koncentracją i uwagą.

Wielu pacjentów z depresją próbuje szukać przyczyn swojego złego samopoczucia w chorobach somatycznych. Dlatego zgłaszają się do lekarza rodzinnego, czy lekarzy innych specjalności. Z badania, które przytoczyła specjalistka wynika, że aż 69 proc. chorych na depresję omawia z lekarzem jedynie swoje objawy somatyczne. Prof. Dudek zaznaczyła, że depresja może być maskowana dolegliwościami somatycznymi, może zwiększać ryzyko pojawienia się różnych chorób (cukrzycy, chorób układu krążenia), ale może też być powikłaniem choroby somatycznej, jak np. cukrzycy, chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawału serca, udaru mózgu, choroby nowotworowej, schorzeń, którym towarzyszą przewlekłe dolegliwości bólowe.

Na depresję cierpią osoby w każdym wieku. Wzrost zachorowań na depresję wśród osób młodych może, zdaniem specjalistki, mieć związek z dużym tempem życia, nadmiernymi oczekiwaniami społecznymi - dążeniem do osiągnięcia sukcesu, pozycji zawodowej, ekonomicznej. Depresji sprzyja też nadużywanie substancji psychoaktywnych (dopalaczy, narkotyków).

Prof. Dudek zwróciła uwagę, że w wieku podeszłym zespoły depresyjne są dwukrotnie częstsze niż zespoły otępienne. Ma to m.in. związek ze starzeniem mózgu, ale też z osamotnieniem.

- Ponieważ jest coraz więcej ludzi starszych, coraz więcej z nich będzie cierpiało na depresję - powiedziała.

Depresja może być chorobą śmiertelną. Szacuje się, że 15 proc. osób z chorobami afektywnymi, w tym z depresją, popełnia samobójstwo. Kobiety częściej trzy razy częściej podejmują próby samobójcze, ale mężczyźni trzykrotnie częściej skutecznie odbierają sobie życie. Ogólnie, mężczyźni cierpiący na depresję później zgłaszają się po pomoc, ponieważ jest to dla nich oznaka słabości.

- Dla wielu osób leczenie psychiatryczne wciąż jest stygmatyzujące - tłumaczyła specjalistka.

Jak podkreśliła prof. Joanna Rymaszewska, kierownik Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, bardzo ważne jest to, by osoba podejrzewająca u siebie depresję udała się do lekarza, któremu ufa, np. do lekarza rodzinnego, kardiologa, ale też do psychologa. Specjalistka przypomniała, że do poradni zdrowia psychicznego można zgłosić się bez skierowania.

- Dlatego nie bójmy się zgłaszać, zadzwonić i umówić na spotkanie - apelowała.

Specjalistki biorące udział w konferencji podkreślały, że depresja ma różne twarze.

- Dlatego musimy dopasować leczenie do indywidualnych potrzeb pacjenta - powiedziała prof. Rymaszewska. - Depresja jest uleczalna. Możemy ją skutecznie leczyć. Nowoczesne leki przeciwdepresyjne nie uzależniają, nie są szkodliwe, nie dają ciężkich działań ubocznych, nie powodują zmian osobowości - wymieniała.

Zdaniem prof. Dudek najlepszą metodą leczenia depresji jest leczenie kompleksowe – przy pomocy leków oraz psychoterapii.

Prof. Rymaszewska zwróciła uwagę, że u części pacjentów (z badań wynika, że u ok 30 proc.) standardowe metody leczenia depresji nie przynoszą oczekiwanych skutków. Jest to tzw. depresja lekooporna. Stwierdza się ją wówczas, gdy u pacjenta nie ma poprawy po ok. sześciu tygodniach stosowania leku przeciwdepresyjnego z jednej grupy, a następnie po około sześciu tygodniach leczenia preparatem z innej grupy.

Dla tych chorych nadzieją są nowe metody leczenia, np. przezczaszkowa stymulacja magnetyczna, którą wykonują niektóre ośrodki w Polsce, a także leki o nowych mechanizmach działania, które mogą przełamać lekooporność. Zalicza się do nich esketaminę stosowaną wziewnie, donosowo. Można ją podawać raz-dwa razy w tygodniu wyłącznie w gabinecie lekarza. Ponadto pacjent musi pozostawać pod obserwacją jeszcze dwie-trzy godziny.

Esketamina jest stosowana dożylnie przez anestezjologów, jako środek znieczulający. Podawana wziewnie u chorych na depresję bardzo szybko, bo nawet w ciągu kilku minut poprawia nastrój, zmienia postrzeganie rzeczywistości. Może też pojawić się euforia, jako objaw uboczny, stąd konieczność obserwacji pacjenta w gabinecie.

- Ten preparat ma szansę zmienić oblicze depresji ciężkiej, lekoopornej i doprowadzić do szybszego zdrowienia pacjentów - oceniła prof. Rymaszewska.

Jak podsumowała prof. Dudek, depresja może być chorobą inwalidyzującą, m.in. dlatego, że chorzy na depresję mogą mieć problemy z podjęciem i utrzymaniem pracy.

- Jednak, jeżeli leczymy ją jak najszybciej i jak najskuteczniej, to tak nie musi się stać - oceniła.

Kampania społeczno-edukacyjna „Depresja? Nie.” jest realizowana przez Instytut Ochrony Zdrowia. Jej inicjatorem jest firma Janssen.

Tagi do tego wpisu
Reklama