Waldemar Bartosz o emeryturach stażowych

Data publikacji: 27.05.2021 09:35
Autor: Ewa Golińska / Kategoria: Wiadomości z regionu
Kielce. Waldemar Bartosz - przewodniczący NSZZ Solidarność

Kielce. Waldemar Bartosz - przewodniczący NSZZ Solidarność
Fot. Aneta Cielibała-Gil / Radio Kielce

NSZZ "Solidarność" zaprezentowała obywatelski projekt w sprawie emerytur stażowych, utworzyła również komitet inicjatywy ustawodawczej. Waldemar Bartosz, przewodniczący świętokrzyskiej "Solidarności" przypomniał na antenie Radia Kielce, że strona związkowa czeka na emerytury stażowe od siedmiu lat.

Porozumienie z prezydentem Andrzejem Dudą zostało zawarte 5 maja 2014 roku, przed kampanią wyborczą. Prezydent deklarował wówczas, że skieruje projekt do parlamentu, ale tak się nie stało - stwierdził gość Radia Kielce.

- Sprawa przeciąga się ad calendas Graecas, a ludzie czekają - zaznaczył Waldemar Bartosz.

- Generalnie chodzi nam o ludzi ciężkiej pracy. Bardzo się cieszymy, że został obniżony wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, ale niestety nie zawsze jest tak, że ciężko pracujący ludzie mogą dopracować do czasu emerytury, szczególnie np. przy piecu hutniczym. Dlatego od początku wychodziliśmy z założenia, że emerytury stażowe, czyli nie związane z wiekiem, tylko z długością pracy, winny dawać prawo do skorzystania z tego przywileju - powiedział.

Szef świętokrzyskiej "Solidarności" podkreślił, że nie ma konieczności wypłacania pieniędzy na ten cel z budżetu, tym bardziej, że od wielu lat mamy zdefiniowany system składki emerytalnej.

- Każdy z nas za pewne płaci składkę. Jest ona wpisywana na konto indywidualne. Suma naszych składek dzielona przez przewidywalny wiek życia, to jest nasza emerytura - dodał.

Waldemar Bartosz, komentując słowa premiera, że nie będzie emerytur stażowych, ponieważ wprowadzony zostanie program odbudowy po pandemii, czyli Polski Ład powiedział, że nawet złotówka nie musi być na nie wypłacona z budżetu państwa, ponieważ każdy indywidualnie uzbiera sobie fundusze z własnej składki emerytalnej.

- Jeśli pracownik zdecyduje się na odejście na wcześniejszą emeryturę, to otrzyma takie świadczenie, jakie wynika z jego składki. To są jego pieniądze, do nich, w naszym przekonaniu, ma prawo. Jeśli będzie pracował krócej, to jego emerytura będzie niższa. Strona związkowa podkreśla: dajmy ludziom prawo do decydowania - powiedział.

- Biorąc pod uwagę, że od deklaracji prezydenta minęło siedem lat i nic się nie wydarzyło, korzystamy z prawa, czyli demokracji bezpośredniej i będziemy prosić Polaków, obywateli o to, by złożyli podpisy pod projektem ustawy, zaprezentowanym przez "Solidarność", aby mógł być złożony do parlamentu - poinformował szef świętokrzyskich związkowców.

Jak dodał - im więcej będzie głosów poparcia, tym lepiej.

- Nie wyobrażam sobie polityka, który odważyłby się zlekceważyć głosy na przykład miliona Polaków - zaznaczył.

Komitet inicjatywy ustawodawczej powinien zostać zarejestrowany w ciągu najbliższych dwóch tygodni, natomiast zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy ma rozpocząć się w lipcu. W ciągu trzech miesięcy "Solidarność" powinna uzyskać poparcie co najmniej stu tysięcy obywateli, by projekt mógł wpłynąć do laski marszałkowskiej.

Waldemar Bartosz wyraził nadzieję, że posłowie przyjmą ustawę, bez względu na barwy polityczne. Projekt o emeryturach stażowych dotyczy bowiem każdego z nas. Kobiety będą mogły korzystać z przywileju po przepracowaniu 35 lat, natomiast mężczyźni - po 40. Jak wyjaśnił przewodniczący związku - nie można pominąć na przykład kobiet, które wychowując dzieci nie pracowały, a pracodawca nie odprowadzał za nie składek, albo mężczyzn, którzy odbyli zasadniczą służbę wojskową i zaliczono im dwa lata do stażu pracy, ale również nie płacono składek. Dlatego strona związkowa proponuje, by pod uwagę brane były lata pracy zaliczone do stażu, a nie okresy składkowe.

Waldemar Bartosz liczy, że nowe przepisy, po przyjęciu przez parlament, wejdą w życie od przyszłego roku.

Reklama