Wstrząsająca codzienność obozu zagłady w Treblince ukazana w rzeźbach

Data publikacji: 09.05.2021 18:07
Autor: Dorota Klusek / Kategoria: Kultura
09.05.2021 Chmielnik. Wystawa rzeźb autorstwa Samuela Willenberga. Na zdjęciu: Ewa Lubacz, aktorka Teatru Lalki i Aktora

09.05.2021 Chmielnik. Wystawa rzeźb autorstwa Samuela Willenberga. Na zdjęciu: Ewa Lubacz, aktorka Teatru Lalki i Aktora "Kubuś"
Fot. Dorota Klusek / Radio Kielce

„Kobiety idące do komory gazowej”, „Inwalida przed wejściem do lazaretu”, „Orkiestra”, czy „Ojciec rozsznurowujący but dziecku” - to tytuły wybranych spośród 15 rzeźb autorstwa Samuela Willenberga, które od dziś są prezentowane w synagodze w Chmielniku.

To długo wyczekiwana wystawa. Ze względu na pandemię była przekładana kilka razy, ale, jak podkreśla Agnieszka Dziarmaga, kierownik sztetla, udało się ją otworzyć i to w ważną rocznicę.

- Dzisiejsza data jest istotna ze względu na zakończenie II wojny światowej i myślę, że to wydarzenie wpisuje się w klimat podsumowań. Przypominamy tą wystawą, że wśród milionów ofiar wojny na świecie było aż sześć milionów Żydów, z czego 3 mln stanowili Żydzi polscy. Niewyobrażalna zagłada, szoah, różnie nazywamy tę zbrodnię - podkreśliła.

Na wystawie znalazło się 15 rzeźb Samuela Willenberga. Patrycja Zatorska-Milewska, zastępca naczelnika kieleckiej delegatury IPN zwróciła uwagę na ich przekaz.

- Są bardzo symboliczne, przejmujące, ale też przerażające, kiedy się na nie patrzy. Samuel Willenberg był ocalałym buntownikiem z obozu w Treblince. W czasie wojny walczył w Powstaniu Warszawskim, a potem zaangażował się w działalność, mającą na celu edukację młodych ludzi z Polski i Izraela. Był rzecznikiem stosunków polsko-izraelskich - wyjaśniła.

Rzeźby przedstawiają trudną, brutalną codzienność życia w obozie w Treblince.

Patrycja Zatorska-Milewska zaznacza, że Willenberg stworzył je, mając 77 lat.

- Te wspomnienia przedstawił w swoistych zamarłych obrazach, które odtworzył w rzeźbach. Ważne jest to, że spełnił prośbę nauczyciela, którego spotkał w obozie w Treblince. Ten nauczyciel powiedział mu, że musi uciec z obozu, żeby opowiedzieć światu o tym, co tutaj widział i co jeszcze zobaczy. Można powiedzieć, że to artystyczne świadectwo w postaci rzeźb jest odzwierciedleniem historii, tego co się działo w obozie zagłady w Treblince, historii bolesnej, ale historii, która nas obecnie uczy przede wszystkim, że każdy totalitaryzm jest czymś złym i powinniśmy robić wszystko, żeby takie sytuacje nigdy więcej się nie powtórzyły - zaznacza.

Samuel Willenberg także słowami opisał obozową codzienność. Fragmenty jego pamiętników przeczytała aktorka Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”, Ewa Lubacz. W jej wykonaniu uczestnicy wernisażu usłyszeli również fragment wojennych wspomnień żydowskich dzieci: Mary Berg i Dawida Rubinowicza.

Artystka przyznała, że pamiętniki są cennym i wstrząsającym świadectwem wojennego okrucieństwa.

- Niezwykle przejmujące opisy jakiegoś koszmaru, który nie był literackim wymysłem, tylko rzeczywistością. To bardzo ważne, żeby pamiętać o tych wydarzeniach. To jest też nasz obowiązek, każdego z nas. Przyznam, że czytając te wspomnienia pierwszy raz, było to dla mnie ogromne przeżycie, zresztą za każdym kolejnym razem towarzyszyły mi takie same emocje, ale to dla mnie ogromny zaszczyt, że mogłam uczestniczyć w tym wernisażu - dodała.

Aktorskiej interpretacji pamiętników towarzyszyła muzyka skrzypiec, na których grała Antonina Lach.

Uczestnicy wernisażu mieli też okazję wysłuchać wystąpienia dr Justyny Staszewskiej z Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich w Michniowie, na temat „Pamiętniki dzieci Holocaustu: Dawid Rubinowicz nie był jedyny”.

- Są to pamiętniki napisane przez dzieci żydowskie w języku polskim, żyjące w gettach w różnych miejscowościach: Radomsku, Będzinie, czy też w Bodzentynie. Bardzo szeroko rozumiane są te postaci, od młodego mężczyzny Dawida Sierakowiaka po dziecko - Dawidka Rubinowicza - wyjaśnia historyk.

Justyna Staszewska mówi, że w pewnym momencie pamiętniki się urywają.

- To jest ten moment, kiedy wiemy, że te dzieci trafiają do różnych obozów koncentracyjnych i tam czeka je zagłada. I tutaj bardzo pięknie wpisuje się wystawa rzeźb Willenberga, która jest swoistą kontynuacją tych dzienników - stwierdza.

Rzeźby Samuela Willenberga w synagodze w Chmielniku można oglądać do końca czerwca.

 

Samuel Willenberg urodził się w 1923 roku w Częstochowie. Ojciec był nauczycielem w żydowskim gimnazjum i artystą malarzem. Matka, prawosławna Rosjanka, po ślubie przeszła na judaizm. 16-letni Samuel we wrześniu 1939 na ochotnika przyłączył się do wojska. Walczył pod Chełmem, gdzie został ciężko ranny w potyczce z Rosjanami. Z rodzicami i dwiema siostrami zamieszkał pod Warszawą, ucząc się na tajnych kompletach. W 1942 r., po aresztowaniu obu sióstr wydanych Niemcom przez sąsiadów, znalazł się w getcie w Opatowie, skąd został wywieziony do Treblinki. Podając się za murarza, jako jedyny z całego transportu uniknął komory gazowej. 2 sierpnia 1943 wziął udział w zbrojnym buncie i wraz z kilkuset innymi więźniami zdołał uciec. Dzięki pomocy Polaków dotarł do Warszawy, gdzie włączył się w konspirację. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim, a po kapitulacji uciekł do partyzantki. Po wojnie, w 1950 wraz z matką i żoną wyemigrował do Izraela. Przez 40 lat pracował w zawodzie geodety oraz podjął studia z zakresu sztuk pięknych na Uniwersytecie Ludowym. Pierwsza wystawa jego dzieł, przedstawiających sceny z obozu śmierci, miała miejsce w 2003 roku w Zachęcie. Od 1983 często przyjeżdżał do Polski z grupami młodzieży izraelskiej, jako przewodnik i świadek Zagłady. Wraz z żoną stał się rzecznikiem dobrych relacji polsko-izraelskich. Odzyskał polskie obywatelstwo. Zmarł w 2016 roku.

Reklama